Recenzje

2020-05-18
Einstürzende Neubauten - "Alles In Allem"
Berlińscy klasycy industrialu uraczyli nas pierwszym od 12 lat albumem studyjnym z premierowym materiałem. Tym razem zespół zabrał nas na wycieczkę po stolicy Niemiec...
Wykonawca: Einstürzende Neubauten
Wytwórnia: Potomak
Rok wydania: 2020

Chciałbym, aby Blixa Bargeld był moim osobistym narratorem.  Chórem antycznym, który pojawia się pomiędzy wagonami pociągu zwanego życiem, tłumacząc widowni, co dzieje się w duszy bohatera. Jego głos jest kojący, nawet, gdy nie rozumiem jego słów, ukrytych znaczeń, metafor, odniesień do historii, literatury, filozofii. Czasami tych odniesień nie ma – “Zivilisatorisches  Missgeschick” oraz „Wedding” zostały napisane przy pomocy maszyny losującej słowa, jaką Neubauten wymyślili lata temu. Po przeciwnej stronie tej wagi leży „Seven Screws”, pełna metafor i niedomówień, oraz tytułowe „Alles in Allem” – piosenka-enigma, której znaczenie zna tylko Bargeld. Nie jest ważne, o czym Blixa śpiewa lub deklamuje; tak długo jak wydaje odgłosy paszczowo, jest mi dobrze na sercu.

Powinienem zacząć od tego, że Neubauten powrócili z nowym albumem studyjnym po 12 latach, ale to byłoby przekłamanie. Od czasu cudownego Alles Wieder Offen, ekipa Blixy była czymś non-stop zajęta: koncerty, eksperymenty (The Jewels, Lament), kompilacje (w tym IV część Strategies Against Architecture), bootlegi, projekty solowe (na czele z Alexem Hacke); nic dziwnego, że Bargeld nie miał już w tym wszystkim czasu dla Nicka Cave’a. Uważam, że jego odejście z The Bad Seeds wyszło im na dobre; oba projekty dostały wiatru w żagle, ale gdzieś tam w sferze dusz i serc pozostały związane. Alles in Allem to krążek najwyższej klasy, takiej samej, jak te, którymi w ostatnich latach uraczył nas Cave. I chociaż różnią się stylowo, na swój dziwaczny sposób pozostają przyrodnim rodzeństwem.


Bohaterem tej płyty jest Berlin. Każda kompozycja, w mniej lub bardziej oczywisty sposób nawiązuje do miejsc w stolicy Niemiec, historii, wspomnień, czasów, emocji i kultur, które lądują tu w tyglu. To wędrówka ulicami tego miasta, czasem metaforyczna, a czasem zupełnie dosłowna. A Blixa jest naszym przewodnikiem. Startujemy na najpopularniejszej ulicy Berlina – Unter Den Linden, zawsze pełnej turystów, głosów, słów w wielu językach, wrzasków, chaosu dźwięków („Ten Grand Goldie”). Później spacer wzdłuż Landwehrkanal, do którego 100 lat temu wrzucono zwłoki Róży Luksemburg, straconej przez nacjonalistów. Historia powraca także na innej berlińskiej ulicy, „Grazer Damm”, ponurej, cichej, prowadzącej między modernistycznymi budynkami aż do finałowego „Tempelhof”.

Alles in Allem to obserwacja znajomych okolic przez kalejdoskop, trwający w wiecznej zmianie. Narrator jest wciąż nimi zafascynowany, czerpiąc z nich inspiracje, ale i niepokój. Berlin się zmienia, ludzie się zmieniają, a jego tożsamość jest produktem, na który trwa coraz większy popyt. Bargeld ubolewa, że nawet wysypiska złomu są teraz pilnie strzeżone i Neubautenom trudno jest zdobywać nowe instrumenty. Każdy czar kiedyś pryska, ale dzięki takim płytom, nadzieja umiera ostatnia. Alles in Allem to popis gry nastrojem i znajdywaniem sensu tam, gdzie pozornie powinno go nie być. Blixa ponownie korzysta z gitary, a wszelkie magiczne dźwięki, jakie ów nastrój budują, pochodzą jak zwykle z umiejętnie spreparowanych śmieci; czyli tego, co pozostanie po naszej cywilizacji.

Jednym z największych atutów płyty są te chwile, gdy z ulic wpadamy w czeluści własnej duszy i pamięci; zupełnie tak, jakby nasz wspólny spacer reżyserował David Lynch albo Jean-Luc Godard. To te chwile odlotu, jakie zapewnia nam wspomniane „Zivilisatorisches  Missgeschick” oraz następujące po nim „Taschen”. To takie momenty w muzyce, które łatwo „zobaczyć” – czarne sylwetki bez twarzy, wykręcające serca demony, ciemne piwnice, blade światła na podwórkach. No i ta procesja ulicą razem z wojskiem, w kierunku lotniska-widma – „Tempelhof”. Najsilniejszy numer na płycie, doskonały finał, po którym Blixa wsiada do niewidzialnego samolotu – i następuje cisza. Ten krążek aż pali się w rękach, czekając na interpretacje i przeżywanie, teraz i na zawsze. Do worka „Płyta roku”.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load