Recenzje

2020-05-22
Świetliki - "Wake Me Up Before You Fuck Me"
Ćwierć wieku po debiucie Świetliki wróciły z nowym albumem studyjnym, na którym "słychać nie tylko lata doświadczenia, nabywania wyczucia i ogłady, ale także idącej wraz z nią nonszalancji, pewności siebie".
Wykonawca: Świetliki
Wytwórnia: Karrot Kommando
Rok wydania: 2020

Po 2-3 miesiącach zaczynamy postrzegać wszystko przez pryzmat epidemii i izolacji. Wszędzie dookoła znajdujemy kronikarzy i proroków, przewidujących zarówno jej rychły koniec, jak i „dopiero początek”. Wszędzie dostrzegamy znaki odwilży i drugiej fali, nie wiemy nic, ale i tak wiemy swoje, mamy rację i się mylimy. Nawet nowe płyty brzmią teraz tak, jakby zostały napisane przez pryzmat izolacji. Jednakże, czyż muzyka i poezja zespołu Marcina Świetlickiego nie brzmiała od zawsze jak poematy izolacyjne, zarówno dla ciała zamkniętego w domu, jak i duszy zamkniętej w owym ciele?

Przez muzykę Świetlików przepływa potok polskiej poezji – Wyspiański, Gałczyński, Witkacy, Białoszewski, jak i najwyższej klasy muzyka alternatywna. Świetlicki od lat wieści apokalipsy nasze powszednie, nie gorzej niż Nick Cave, Michael Gira czy David Tibet; bez względu na kwarantanny, kryzysy, partie na cmentarzach, ból na listach przebojów, kursy franka, gaz na ulicach i ciała w beczkach. Nowy krążek Świetlików powstał na przełomie roku, w kilka dni; zatem, czy jakiekolwiek nadciągające chińskie wirusy i maski na twarzach mogły mieć na niego swój niszczycielski wpływ?

Dobrze, że istnieją takie płyty jak Wake Me Up Before You Fuck Me; oraz, że Świetliki ukazują je światu niespiesznie, w długich odstępach czasowych, w samodzielnie zaaranżowanych okolicznościach. Dzięki temu słuchamy ich uważniej, pieczołowicie, przykładając większy ciężar do słów, deklamowanych mruczącym, stoicko-obojętnym głosem. Świetlicki epatuje niewzruszonym spokojem, niczym Blixa Bargeld, Mark Lanegan, a nawet Ian Read lub Kim Larsen; jest jak grecki chór własnego monodramu, a każdy zdrowy rozsądek odnajdzie w nim odłamek własnej duszy i strachu.


Wake Me Up Before You Fuck Me to rzecz śpiewana zza szyb – balkonu nad osiedlem, okien pociągu, wizjera lunety do podglądania sąsiadów, spod okularów osłaniających zmęczone spojrzenie. Cały świat trwa w nieskończonym ruchu, ale my nie otwieramy nikomu, pozostajemy bezwolni, nieważcy, w izolacji, z łazienki do kuchni, do przedpokoju. Potrzebujemy czasu, czas potrzebuje czasu, bo gdzieś tam muszą być malutkie drzwi; nawet, jeśli za nimi są tylko szare liście. Koniec świata nie musi być zły, nie musi dotyczyć nas; w bezpieczeństwie własnego pokoju, możemy go nawet nie zauważyć.

W nowej płycie Świetlików słychać nie tylko lata doświadczenia, nabywania wyczucia i ogłady, ale także idącej wraz z nią nonszalancji, pewności siebie. Muzyka Świetlików jest wartością samą dla siebie, jak wielu innych polskich zespołów, które nie angażują się w pospolity przekaz radiowy. Nie szuka gruntu podatnych dusz, lecz egzystuje bez nich, jak sklep w głębi ulicy – czynny wyłącznie w sobie znanych godzinach. Jeśli najlepsza piosenka na płycie nosi tytuł „Pchaj Mój Jurny Welocyped Przez Wegańskie Łąki Zen (Szareliście)”, jest to czytelny sygnał dla świata gotowego ich posłuchać.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load