Recenzje

2020-06-05
Kasia Lins - "Moja Wina"
Poprzednia płyta Kasi Lins „Wiersz ostatni” wydana w 2018 roku została nominowana do Fryderyków w kategorii Album Roku Pop Alternatywny. Była tez znakiem, że warto zwrócić uwagę na tę artystkę. „Moja wina” to kolejny taki sygnał.
Wykonawca: Kasia Lins
Wytwórnia: Universal Music Polska
Rok wydania: 2020

Głos Lins i atmosfera kreowana przez dźwięki jej utworów przypomina o twórczości dam współczesnej, szeroko rozumianej sceny alternatywnej: PJ Harvey, Florence + The Machine, Lany Del Rey. Teatralność utworów, podniosłość i uduchowienie brzmienia, elegancja i szyk – to punkty wspólne łączące Lins z tą twórczością. Z teatralnością mamy do czynienia nie tylko w warstwie muzycznej. Teledysk do „Rób tak dalej” powstał w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie.

Przechodząc płynnie z jednego wątku do drugiego, zostajemy jeszcze w kręgu poetyckim. Płytę otwiera bowiem interpretacja wiersza Marii Konopnickiej „Jeżeli kochasz”. „Kobiety by Bukowski” sypią zaś z rękawa nawiązaniami do różnych twórców. W warstwie tekstowej albumu dużo jest gęstości, niepokoju, uczuciowości, patosu, metafor. „Moja wina” pełna jest zderzeń sacrum z profanum. Roi się od religijnych nawiązań. W „Boże” czy „Morze czerwone” takowymi są nie tylko tytuły. W „Końcu świata” Lins śpiewa o „moich racjach laickich”. Religijna symbolika jest tu punktem wyjścia do tekstów nie tylko o wierze i jej sensie, ale też o uczuciach, szukaniu bliskości, poszukiwaniach miłości.


Zderzenie sacrum z profanum słychać też na płaszczyźnie dźwiękowej. Pierwszymi dźwiękami albumu są kościelne dzwony. Oprócz teatralności i uduchowienia brzmienia objawiającej się m.in. w postaci chórków nie brakuje też posępności („Jeżeli kochasz”) oraz rockowej szorstkości i brudu dostarczanej przez gitary Karola Łakomca („Boże”). „Prowadź po raju” czy „Grożą nam wojną” kuszą zmysłowością i rozmarzoną powolnością. W „Nie syp solą” można zaś znaleźć wiele: błogi początek przemienia się w tnące i nerwowe granie. Sporo jest na płycie ciekawych momentów, ale ten zwrócił moją szczególną uwagę. Podobnie jak „Koniec świata” czy eleganckie, mroczne, tajemnicze i zaczepne „Rób tak dalej”. Słychać też echa korzennego rocka („Morze czerwone”) czy jazzu („Jesteś krwią w mojej żyle”).

Gdyby określić „Moją winę” w kilku słowach, to napisałbym tak: uduchowiona muzyka alternatywna. Płyta godna uwagi, pełna elegancji, prowokująca. Czuć, że dbano o każdy detal – teksty, muzyka, teledyski. Wszystko po to, by stworzyć spójną wizję artystyczną. I to się udało.

 

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load