Recenzje

2020-06-09
Muzz - "Muzz"
Muzz to projekt Paula Banksa z Interpol, Matta Barricka (The Walkmen i Fleet Foxes) oraz Josha Kaufmana The National/The War on Drugs. Ta trójka wydała właśnie debiutancki album zatytułowany "Muzz", który zrecenzował dla nas Jakub Oślak.
Wykonawca: Muzz
Wytwórnia: Matador / Sonic Records
Rok wydania: 2020

Skoro istnieje comfort food, to czemu nie comfort music? Muzz właśnie czymś takim jest –dźwiękowym terytorium dającym słuchaczowi poczucie bezpieczeństwa, stabilności, czymś, co przywołuje wspomnienia z dzieciństwa, lub innego czasu beztroski. To projekt, o którym sami zainteresowani mówią: debiutancki album, który powstawał 25 lat. Paul Banks – głos i gitara Interpol; Matt Barrick – perkusja The Walkmen i Fleet Foxes; oraz, Josh Kaufman, muzyk sesyjny i producent The National, The War on Drugs, Boba Weira... Ta trójka zna się jeszcze z czasów szkolnych, lecz do tej pory nie mieli dla siebie dostatecznie dużo czasu, zajęci trasami, sesjami. Gdy jednak to wszystko wstrzymano, powstała doskonała okazja, aby noszone od dawna marzenie wreszcie stało się faktem.

Gdy muzyka na żywo zatrzymuje się w miejscu, ludzie sięgają po muzykę z półki. Ów comfort music, w domowym otoczeniu, nabiera dodatkowego znaczenia: harmonii, bezpieczeństwa, własnej partycji poza rzeczywistością. Muzz jest rzeczą relaksującą i pogodną, ale w przekonujący sposób; subtelna, analogowa i stylizowana, przywołująca zgodnie z panującymi trendami inny czas. Już okładka daje pewne pojęcie o zawartości, a nawet sam tytuł i nazwa projektu. Muzz, bowiem, to onomatopeja wymyślona przez Kaufmana, mająca na celu oddać subtelną naturę i ciepło tej muzyki. To ciepło metaforyczne, równie prawdziwe, co widok plaży z palmą na fototapecie w starym solarium; to lekki, dryfujący soft-rock, korzystający zarówno z folkowych tajemnic, jak i przebojowości miejskiego indie.


Muzz to rzecz dla fanów The National, Devendry Banhart, Father John Misty, Kurta Vile’a a nawet tej hotelowej płyty Arctic Monkeys. To melodyjne, krzepiące, senne chwile ze słowem i dźwiękiem, stawiające na miłą sekluzję i wygodę. Niezwykle łatwo zapadają w pamięć i już przy drugim-trzecim słuchaniu można bez trudu „rozpoznać” znajome nuty takich numerów jak „Everything Like It Used To Be”, „Chubby Checker” oraz „Summer Love”. To muzyka osobista rozdawana przygodnym nieznajomym, jak koncert do pustej sali, granie na ulicy, czy w chatce w lesie. Nie ma w niej bodźców do komunalnego przeżywania dźwięków, lecz zachęta do osobistej kawy na balkonie, z widokiem na parking i inne balkony. To bardzo łagodna, kołysząca płyta; chyba właśnie takich nam teraz trzeba?

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load