Recenzje

2020-08-24
Fontaines D.C. - "A Hero's Death"
"A Hero's Death" to dopiero drugi album irlandzkiej grupy Fontaines D.C., ale spowodował, że zespół z Dublina jest stawiany na czołowych miejscach sceny post-punk.
Wykonawca: Fontaines D.C.
Wytwórnia: Rough Trade / PIAS Poland
Rok wydania: 2020

Rock umarł. Ile razy słyszeliśmy tę opinię w ostatnich latach? Pojawia się sporo niezłych, dobrych, bardzo dobrych rockowych albumów, ale słyszeliśmy te nuty już wiele razy. A gdy przychodzi do nominacji do nagrody Grammy w kategorii „rockowa płyta”, to widzimy pośmiertną płytę The Cranberries i myślimy, co poszło nie tak. Poszukując szerzej, skupiając się nie tylko na bardziej mainstreamowych kapelach rockowych, znajdziemy zespoły, które może nie odkrywają muzyki na nowo. Ale łączą i dodają coś od siebie. Coś, co sprawia, że trudno się uwolnić. Co jest powiewem świeżości na rockowej scenie.

Przykładem na to jest album zespołu Daughters sprzed dwóch lat. Obłęd, hałas, moc. Dziś będzie o innym przykładzie. Napomknąłem o nowej płycie Fontaines D.C. w recenzji nowej płyty Deep Purple. W jakże różnym punkcie kariery są obie kapele. Deep Purple – u schyłku, Fontaines D.C. - na początku drogi, rok po świetnie przyjętym debiucie, albumie „Dogrel”. Teraz, skoro mam okazję, czas na rozszerzenie refleksji.

„A Hero’s Death” ma cechy, które przyciągają, zatrzymują i hipnotyzują. Jednym z czynników hipnotyzujących jest głos wokalisty Griana Chattena. Często melodeklamujący. Niby od niechcenia jak w klimatycznie zaczynającym album „I Don’t Belong”, ale niesłychanie transowy. Wkręcający. Wwiercający się. W „Televised Mind” mantrujący i potrafiący zaczarować człowieka niczym Kaszpirowski. Na nowej płycie jest mniej luzu niż na „Dorgel”, ale pojawiają się spokojne, nieco psychodeliczne, hipnotyczne kompozycje - „You Said” i dwa utwory kończące album: „Sunny” i „No” wprawiające w transowe rozmarzenie. I bardzo nastrojowe „Oh, Such A Spring” z delikatną gitarą.


Z innych wpływów bardzo słyszalnych – zimne brzmienie nowofalowe. Post-punkowe granie. Echa m.in. Joy Division, lat osiemdziesiątych. Transowe brzmienie jak rytm wybijany przez perkusję w „Love Is The Main Thing”. Energiczne „A Hero’s Death”, „A Lucid Dream” czy „Living in America”. „I Was Not Bron” będący gitarowym rockiem. Ale jednocześnie jest w tych wszystkich kompozycjach coś wywołującego upiorne uczucie niepokoju, jak chórki w „A Hero’s Death” czy niepokój i duszność „Televised Mind”. Jak w rzeczywistości, do której odnoszą się też teksty z hasłami powtarzanymi jak mantra: „Life ain’t always empty”.

Łapie i nie może puścić – taka jest ta płyta. Ile to już było fal rocka napływających z Wysp Brytyjskich i okolic, powiewu wiatru w skostniałych nurtach? To też zespół stamtąd i to też właśnie taki powiew wiatru. Niewywołujący rewolucji w nurcie, ale porywający słuchacza swoją muzyką. Album zdecydowanie godny polecenia. Trzymający w stanie niepokoju, ale z dopuszczeniem spokoju i delikatności.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load