Recenzje

2020-09-03
Ulver - "Flowers of Evil"
Czternasty album studyjny norweskiego Ulver jest "płytą sugestywną, budzącą momentalnie skojarzenia ze starymi filmami europejskimi autorstwa Jean-Luca Godarda czy Andrieja Tarkowskiego". Zapraszamy do zapoznania się z całą recenzją tego znakomitego wydawnictwa.
Wykonawca: Ulver
Wytwórnia: House of Mythology
Rok wydania: 2020

Ulver od 20 lat nie nagrał płyty black metalowej, a mimo to ich ‘public image’, groźna nazwa i bezkompromisowość konsekwentnie kojarzy się z ulubioną norweską odmianą metalu. Powinniśmy już dawno zapomnieć o miejscu, z którego Ulver wyruszyli twórczo, a zacząć podziwiać ich przez pryzmat wyłącznie tych płyt-projektów, jakimi kolejny już raz zadziwiają świat. To nie tylko spust ich bogatych fascynacji muzycznych, ale też konsekwentnie ciskana w stronę słuchaczy rękawica; co powiecie na to, co tym razem zmajstrowaliśmy, czy stać was na przyjęcie tego? Nie zdziwię się, gdy za jakiś czas Ulver nagrają bezkompromisowy album black metalowy – i zaskoczą tym swoich wielbicieli.

Tymczasem Flowers of Evil to kontynuacja tematu ich poprzedniego albumu The Assassination Of Julius Caesar, czyli skoku w odmęty synth-popu rodem z lat 80. Wilki ewidentnie dobrze czują się w tych klimatach; albo uznali, że jedna płyta, (która przecież nie przeszła bez echa) nie wyczerpuje tematu. Tym razem Norwegowie postąpili jeszcze mocniej do wnętrza chłodnego popu, bez pretensjonalności, lecz z wyczuciem trendów i podtrzymaniem pierwiastka atmosfery swoich albumów. To nie jest wesoły syntezatorowy pop, lecz ponura maszyna brnąca pługiem przez kości umarłych w scenografii kruszejącego, szarego świata, ruin fabryk i ciemności schronów atomowych.


Flowers of Evil są płytą sugestywną, budzącą momentalnie skojarzenia ze starymi filmami europejskimi autorstwa Jean-Luca Godarda czy Andrieja Tarkowskiego. Jednocześnie, jest to krążek upakowany przebojami: „Russian Doll”, „Apocalypse 1993” czy „Machine Guns And Peacock Feathers” z powodzeniem mogłyby ozdobić ścieżkę dźwiękową seriali Stranger Things czy Dark. Bije od nich jednocześnie ciepło i chłód, które nieodmiennie kojarzy się z tą bardziej tajemniczą, gotycką stroną lat 80. To nie tylko przywołanie pewnego brzmienia, ale też atmosfery i czysto estetycznych skojarzeń, jakie w świecie science-fiction nie przestają święcić triumfów wśród słuchaczy i widzów.

I jeszcze jeden istotny element tej układanki – słowa piosenek. Mało który album reprezentujący estetykę darkwave czy synth-pop ma tak „naładowane” teksty, co Flowers of Evil. Już sam tytuł tej płyty nawiązujący do poezji Charlesa Baudelaire daje pewne pojęcie, czego możemy oczekiwać: apokalipsa, ból, strach, śmierć, upadek, cytaty z Biblii i bardzo ponure wizje przyszłości. Jeśli w tej płycie znajduje się jakiś ułamek metalowych korzeni Ulvera, to właśnie w słowach. Mimo to, płyta przyciąga i nie puszcza, a jej poważne, prawdziwe oblicze (mimo kolejnej zmiany maski scenicznej) nie powinno przejść bez należytej uwagi otwartych głów tropicieli fascynujących brzmień.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load