Recenzje

2020-09-09
Maciej Meller - "Zenith"
Gitarzysta Maciej Meller znany z Riverside, ale także z Quidam i trio Meller/Gołyźniak/Duda, nagrał piękny solowy debiut. Oto krótka rozprawka na temat tej płyty napisana przez Jakuba Oślaka.
Wykonawca: Maciej Meller
Wytwórnia: Ambient Media House / Musicom
Rok wydania: 2020

Globalny lockdown przyniósł nam już spontaniczną, solową płytę Mariusza Dudy (a nadchodzi jeszcze Lunatic Soul); a tymczasem, równie znienacka, z autorskim materiałem wjeżdża jego kolega z Riverside, Maciej Meller. O płycie Zenith trudno jednak powiedzieć, że jest „covidowa” - inspirowana zamknięciem, brakiem aktywności scenicznej, globalnym zagubieniem, etc. Takich płyt pojawiło się już całkiem sporo, co zrozumiałe, i chwała artystom, że ich twórczy szwendacz działa. Ale Zenith jest zbyt osobisty, emocjonalny, długo noszony w sobie przez autora, aby jednoznacznie skojarzyć go z tym dziwnym, trudnym okresem. To już są ciekawostki, o które należy pytać autora; grunt, że zaskoczył nas nie tylko faktem zaistnienia tego krążka, ale także siłą jego zawartości. Zenith nie brzmi jak dywidenda kariery, stylu i rozpoznawalności; to krążek dojrzały, przemyślany, ujmujący, wciągający – po prostu piękny. Mimo, iż skierowany przede wszystkim do sympatyków gatunku.

Zenith to osiem rozbudowanych, progresywnych, ale nowoczesnych i przebojowych kompozycji, w których podstawowym środkiem wyrazu jest ta słynna już łkająca gitara Macieja. Podstawowym, co nie znaczy, dominującym. Wzorem Steve’a Hacketta, do którego zresztą Maciej bywa często przyrównywany, Zenith to zbiór talentów wielu osób, w tym basisty i opiekuna miksu i masteringu płyty Roberta Szydło, oraz wokalisty – Krzysztofa Borka (pamiętanego z Three Wishes). Zespół w studio dopełniają Łukasz Damrych na klawiszach (Lion Shepherd, Maciej Gołyźniak Trio), oraz Łukasz Sobolak (EABS, Mikromusic). Innymi słowy, solowy Meller jest pracą rodzinną, zespołową, a nie popisem jednej głowy. To pewna koniunkcja talentów, które na następnym krążku Macieja – a jestem pewien, że takowy nastąpi – mogą być już zupełnie inne. Grunt, że Zenith to nie zwyczajne „pierwsze koty za płoty”, lecz spełnienie pewnego marzenia, pragnienia; tak artysty, jak i słuchacza.


Moc tego krążka jest ewidentna już przy słuchaniu singla „Trip”. Nie pomyli się ten, kto wyczuje w nim DNA Riverside i Quidam. Te numer, jak i inne najsilniejsze kawałki na płycie – „Aside”, „Fox”, „Frozen” i „Plan B” – to znajome dźwięki i atmosfera, jakie towarzyszą współczesnemu prog-rockowi, jaki uwielbiamy w Polsce. Ten, kto ceni sobie delikatność Tima Bownessa, nowoczesność The Pineapple Thief, niepokój Airbag czy przebojowość Stevena Wilsona – nie pomyli się sięgając po ten krążek. Gitara Macieja to te cudowne melodie, jakie kochamy w Marillionie czy Camelu, a śpiew to za każdym razem inna eksplozja – bólu, radości, zwątpienia, walącego serca. Meller z zespołem nie stroni nawet od popu, chwilami brzmiąc jak Mike & The Mechanics, czy The Alan Parsons Project. To bardzo ludzka płyta, nacechowana wachlarzem inspiracji, wrażliwością i osobistymi emocjami. Nie brakuje tu czadu, nie brakuje też łez. Co najważniejsze, mogę tego słuchać bez przerwy.

Zenith nie brzmi jak debiut, lecz nowy rozdział, a nawet nowy tom sagi, jaką dla Macieja jest jego życie w muzyce. To manifestacja jego talentu gitarowego i zmysłu kompozytorskiego, ucha do dźwięków, elastyczności w zespole, receptorów nastawionych na koktajl talentów i pomysłów. To pokaz siły, jaka drzemie w tym nieśmiałym gościu, który dołączając do Riverside miał przed sobą nie lada wyzwanie. Jego rola w Quidam miała inne podłoże; w Riverside, musiał wypełnić fundamentalną wyrwę w DNA zespołu i sercach fanów, uzupełnić kod rozpisany przez kogoś innego. I chociaż w moim odczuciu swoje zadanie wypełnia celująco, o tyle nie pokazał jeszcze w zespole 100% swoich możliwości. I właśnie w tym momencie wjeżdża Zenith – na pełnej mocy kompozytorskiej i instrumentalnej, wszem i wobec sympatyków i krytyków. Muzyka bywa rzemiosłem, ale nie w tym przypadku. Zenith to piękny, natchniony krążek, pełen triumf przy całej skromności autora.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load