Recenzje

2020-09-25
Marilyn Manson - "We Are Chaos"
Nowa płyta Marilyna Mansona to jeden z najbardziej dojrzałych i najlepszych albumów w 25-letnim dorobku tego artysty.
Wykonawca: Marilyn Manson
Wytwórnia: Universal Music Polska
Rok wydania: 2020

Czego można się spodziewać po współpracy artysty-skandalisty kojarzonego głównie z ostrymi brzmieniami z uznanym muzykiem country? To pierwsze pytanie nasuwające się na myśl przed odsłuchem nowej płyty Marilyna Mansona. Przy poprzednich dwóch współpracował z Tylerem Batesem. Tym razem tę rolę pełni Shooter Jennings.

Jako że pisałem recenzję industrialno-metalowej płyty „Heaven Upside Down” - powrotu do korzeni, pozwolę sobie pominąć wprowadzenie pod tytułem „Artysta, którego się kocha albo nienawidzi”. Powrócę tylko do jednego zacytowanego w tamtej części zdania piosenkarza: „Moimi bohaterami są David Bowie i Lucyfer”. Przy albumie „We Are Chaos” warto mieć w głowie część wypowiedzi dotyczącą pierwszego z wymienionych.


Posłuchajmy choćby „Don’t Chase The Dead”, by pomyśleć sobie: „O, słychać Bowiego”. I ta myśl pojawia się jeszcze kilka razy podczas słuchania płyty. A co poza tym? Mroczna introdukcja w „Red Black And Blue” pozwala sądzić, że całość będzie osadzona w ciemnych kolorach, ale tak nie jest. W tym miejscu napiszę, że dwa utwory, które dotychczas wymieniłem, to moi faworyci tego materiału. Dominują głównie nośne, niezbyt ostre – jak na standardy Mansona oczywiście – kawałki. Tytułowa piosenka – taka sobie, poprockowa z refrenem w stylu ody. W „Solve Coagula” nawet ciężkawy refren trudno uznać za naprawdę mroczny i ciężki. „Broken Needle” jest taki trochę spokojny, trochę rockowy, trochę w klimatach Bowiego. Rejony słodkich ballad eksploruje „Paint You With My Love”. I do tego akustyczna gitara w kilku utworach.

Szukając ciemnych barw, należy kierować się w stronę „Red Black And Blue” z wpadającym w ucho motywem i skalą głosu od szeptu do krzyku czy „Infinite Darkness”, gdzie pojawiają się i mrok i moc. Klimat posiada też „Keep My Head Together”. Typowym rockowym utworem jest „Perfume”. I to chyba będzie na tyle w tej kwestii. Nie można nazwać nowego albumu Mansona krainą łagodności. Po pierwsze, byłoby to zbytnie uproszczenie. Po drugie, mijałoby się to z prawdą. Łatwo jednak zauważyć, że niewiele jest industrialności, agresji. Śmiało można się pokusić o określenie „dojrzałe brzmienie”.

Dlaczego Marilyn Manson nagrał taką płytę? Bo może. I chyba też dlatego, że tak chciał. „We Are Chaos” brzmi jak odarcie z diabelskiej otoczki, choć jej elementy pozostają, przebijają się co jakiś czas. A całościowo – niezły album, choć na moje ucho gorszy niż „Heaven Upside Down”. Bardziej dla szukających dojrzałych, a nie agresywnych brzmień.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load