Recenzje

2020-10-06
Tricky - "Fall To Pieces"
Tricky wydał nowy mroczny album nad którym jak cień wisi osobista tragedia tego artysty.
Wykonawca: Tricky
Wytwórnia: False Idols
Rok wydania: 2020

Tricky to gotowy scenariusz na film; to zagubiony geniusz o burzliwym życiu, którego muzyka jest tylko częścią skomplikowanej prawdy o Adrianie Thaws. To postać targana wzlotami i upadkami, artystycznymi i osobistymi. Jego nowy, czternasty album Fall To Pieces jest naznaczony samobójczą śmiercią 24-letniej jego córki Miny. Źródeł siły tej krótkiej, acz intensywnej płyty nie trzeba długo szukać; to niewyobrażalna, osobista tragedia, która zintensyfikowała jego kreatywne priorytety. Podobieństwa do przypadku Nicka Cave’a nasuwają się same; Cave po śmierci syna dostarczył w trybie ekspresowym niezwykle mroczne, intensywne i krótkie Skeleton Tree. Fall To Pieces jest dziełem z takim samym rodowodem. To przykład płyty nagranej przez artystę w desperackiej potrzebie twórczej, przeistoczenia złej siły w moc sprawczą, odnalezienia resztek swojej duszy. Cave mówił, że to było dla niego jedyne wyjście; jedyne, co miało sens. Tricky, jak można przypuszczać, wychodził z tego samego założenia, nagrywając tym samym być może najmroczniejszą ze swoich płyt.


Fall To Pieces bywa nazywane powrotem Tricky’ego na twórczy szczyt, jaki ciągle rezonuje w duszach fanów jego pierwszych czterech krążków, w szczególności Nearly God. Jednakże, to niecałe pół godziny muzyki (!), to wizyta w zupełnie innym miejscu, gdzie naszymi oczami jest wyłącznie dotyk, gdzie oddech tamuje wilgoć, a wszelkie rozedrgane myśli tłumi niezaspokojona, głucha cisza. Tricky wiele lat temu igrał słowami „Hell Is Round the Corner”; dziś, po 25 latach, sens słów jego największego przeboju powraca jak bumerang i uderza z siłą, jakiej nie przewidział nawet sam autor. Tricky już nie bawi się w szarady, tylko wali prosto z mostu – I hate this fuckin’ pain… wokalnie wspiera go Marta Złakowska, kolejny anioł Tricky’ego, której głos porządkuje ten album, nadając mu pewien kręgosłup, fundament i punkt odniesienia. Jej historia to przypadek z filmu A Star is Born; podobna do chwili, gdy przed laty Tricky poznał Martinę Topley-Bird - znak rozpoznawczy swojego stylu i brzmienia, ulubienicę fanów, anioła-stróża jego najważniejszych krążków. Oraz, matkę Miny.

Fall To Pieces brzmi dojrzale i przekonująco, a jednocześnie surowo i ciężko; czuć jest ból autora, maskowany zadziwiającą siłą, a aura do której wkraczamy jest intensywna jak film. Wiele z tych piosenek brzmi na niedokończone, składane w pośpiechu, bez dbałości o detal. I tu leży ich sens, w tej zawiesistej precyzji, której zadaniem jest przekazać nam ból, strach i pustkę. Czas najwyższy zapomnieć o trip-hopie; Tricky dostarcza nam kolejny eksperyment, oszczędny w środkach, statyczny, pourywany jak zepsuta klisza filmowa, zawieszony w czasie jak czarno-biała fotografia. Można to nazwać emocjonalnym ekshibicjonizmem, a także spowiedzią i pokutą; ale Fall To Pieces to przecież demony, które prześladują Adriana Thawsa od początku, zanim przywdział pancerz Tricky’ego. Ich uderzenie zbiega się z chwilą najgłębszej słabości, którą autor wyrzuca z siebie jak obce ciało. Fall To Pieces, tak jak najlepsze albumy Tricky’ego, to kontrasty, eksperyment, klimat, mrok i ból; one dają komfort życia wśród owych demonów, nadając im imiona i neutralizując ich paraliżującą moc.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load