Recenzje

2020-10-09
Luxtorpeda - "Anno Domini MMXX"
Cztery i pół roku – tyle trwało oczekiwanie na nową płytę Luxtorpedy. Bardzo długo jak na standardy zespołu, który wystrzeliwał nowe materiały może nie z szybkością karabinu maszynowego, ale praktycznie co roku coś się pojawiało. W sumie w niecałe pięć lat cztery długogrające albumy i jedna EPka. A skoro zrobił się taki odstęp czasu, powstaje pytanie nie tylko, czy warto było czekać.
Wykonawca: Luxtorpeda
Wytwórnia: Metal Mind Production
Rok wydania: 2020

Otóż są zespoły, które lubi się przyporządkowywać albo do gimbazy albo do licealistów albo do studentów (bo juwenalia). I być może niektórzy się obruszą. Po pierwsze: gimnazjów już nie ma. Po drugie: jak, Luxtorpeda dla gimbazy? Co to jest? Piszę z własnej perspektywy, więc się wytłumaczę. Otóż „Autystyczny” pojawił się w 2011 roku, czyli akurat w środku mojego pobytu w gimbazie. Szybko mi się spodobał i to uczucie trwa do dziś. Kolejne utwory, kolejne płyty i Luxtorpeda stała się jednym z moich ulubionych polskich zespołów. Konsekwencja: poprzedni album – „MYWASWYNAS” to jedna z moich ulubionych płyt 2016 roku. W młodym wieku każdy rok często przynosi geometryczne tempo zmian (mniej więcej takie jak cyferek koronawirusowych w ostatnich dniach). Zastanawiałem się więc, czy teraz, po upływie prawie dekady od „Autystycznego” i kilku lat od ostatniej płyty nowy album Luxtorpedy spodoba mi się.

Zaczynam się w tym momencie bać, że wstęp będzie dłuższy niż właściwa recenzja, więc jedziemy.  Na dzień dobry – dwa mocne, rockowe utwory. Wejście z mocą w postaci „Progres Nie Problem” i „Instrumentalnie” wypadające jednak mało spektakularnie. Co jak co, ale Luxtorpeda potrafiła przywalić na początek płyty kilerem - „Pies Darwina” na „Robakach” czy „Pozdrawiamy!” na „MYWASWYNAS”. „Progres Nie Problem” nie doskakuje do tej poprzeczki, trzeba przyznać – wysoko postawionej. Wysokie loty zaczynają się od „Bonędza City”. Typowy, luxtorpedowy, przebojowy kop z łapiącym refrenem i „ooooo”. Klimat westernu. Rolę narratora w historii z nawiązaniami biblijnymi (niepierwszy taki zabieg w twórczości zespołu) pełni Piotr Fronczewski. „Ekoplan” i „Na czworakach” zbudowano według zasady: spokojne zwrotki z przestrzennym brzmieniem, wpadającym w ucho riffem (w „Ekoplanie” zwłaszcza) oraz energiczny refren.

Pojawia się wątek patriotyczny i znów nie jest to pierwszyzna. Były „Za wolność”, „Jak husaria”, a tym razem tą funkcję pełni „Hołd”. Ma w sobie cechy patriotycznego utworu Luxów – podniosłość brzmienia i tekstu. A ponadto dudy oraz raper Deep. Mieszkańcy Poznania i regionu Wielkopolski z pewnością wyłapią odniesienia historyczne w słowach kompozycji, a z reszty Polski będą mieli okazję do podszkolenia się w tych kwestiach. Skoro jesteśmy przy tekstach, to kilka słów o nich. U Luxtorpedy zazwyczaj są o czymś. Tym razem dotykają m.in. kwestii wewnętrznych zmagań i dążeń człowieka („Cel”), wyglądu relacji międzyludzkich („Instrumentalnie”), oszczędzania wszystkiego oprócz siebie („Ekoplan”), dzieci mających rodziców alkoholików („Kod genetyczny DDA”). „Na czworakach” może być odczytywane przez niektórych jako krytyka koronawirusowych ograniczeń, choć pole do interpretacji jest szerokie i na pewno da się ich znaleźć kilka. „List” Hans, czyli Przemysław Frencel kieruje do swojego syna. Bardzo ładna, wyciszająca ballada „Matarapatytaparatam” traktuje zaś o małżeństwie. W rezultacie płyta traktuje o różnych sferach życia człowieka.


Zamykające sekcję utworów, w której upatruję swoich faworytów płyty (zaczyna się ona od „Bonędza City”) „Matarapatytaparatam” jeszcze bardziej zwraca uwagę umieszczone po rockowym, mocnym „Kodzie genetycznym DDA”. To jako ulubione kompozycje na dzień dzisiejszy wybieram: właśnie tę kołysankę, „Bonędza City”, chyba też „Hołd” oraz na pewno „Cel” - ciężką, przejmującą, klimatyczną balladę. Zamurowało mnie trochę, słysząc jak przejmujący tekst wyśpiewuje Robert „Litza” Friedrich. I jeszcze jeden mój faworyt: „Sęk” - łagodne, bardzo, bardzo ładne zamknięcie całości. A po chwili przerwy ukryty utwór – wrzeszczący Krzysztof „Kmieta” Kmiecik i zastanawianie się, co krzyczy. Zwraca uwagę zabieg płynnych przejść między piosenkami na albumie. Wspomniałem, że pierwsze dwie kompozycje na płycie wypadają tak sobie. Ta sama uwaga tyczy się „Opty Pesy” - napierdalanki i „Listu” z bardziej balladowym zabarwieniem. „Ja ci pomogę – dasz radę/Kiedy upadniesz ja cię nie zostawię” - refren „Listu” zabrzmiał mi bardzo sloganowo, choć Luxtorpeda nigdy nie stroniła od tego typu prostych zawołań. „Opty Pesy” też tekstowo nie doskakują do poziomu reszty utworów. Takie moje zastrzeżenia.

Tak sobie myślę: Fajnie, że Luxtorpeda znów wydała płytę. Dobrze, że wrócili. A skoro takie myśli się pojawiają, to znaczy, że płyta mi się podoba. Jest moc. Może i lepiej, że zrobili sobie taką długą przerwę, jeśli chodzi o nowy album. Zacząłem się w pewnym momencie obawiać, że taśmowe wypuszczanie płyt może spowodować w końcu zauważalny spadek poziomu. Zrobiła się przerwa i dostajemy wysoki poziom materiału Luxtorpedy. Prognostyk, że może chociaż płytowo ta jesień będzie bardzo dobra.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load