Recenzje

2020-10-21
Matt Berninger - "Serpentine Prison"
Wokalista i lider grupy The National zadebiutował solo w wieku prawie 50 lat i jest to znakomity debiut, o czym możecie przeczytać w naszej recenzji.
Wykonawca: Matt Berninger
Wytwórnia: Universal Music Polska
Rok wydania: 2020

Matt Berninger, frontman The National, to kolejny człowiek dobrej roboty twórczej, który postanowił przekuć przymusowy postój branży muzycznej w artystyczną chwilę dla siebie. Oczywiście, motywacje, zamiary, pomysły i cały proces składania płyty solowej to nie jest coś spontanicznego; ale, ktoś, kto ma na koncie już tyle, co Berninger, projektów, albumów, kolaboracji i ewidentnie coraz więcej pomysłów, na pewno potrafi łatwo ową spontaniczność z siebie wykrzesać. Tym bardziej, gdy do wspólnego dzieła zaprosił nie byle kogo; Serpentine Prison to kolejny album solowy, który jest tak naprawdę dziełem kolektywu dusz, grających pod wezwaniem kolegi. Za produkcję płyty odpowiada sam Booker T. Jones, na basie gra Gail Ann Dorsey, a wśród reszty muzyków znaleźć można Waltera Martina z The Walkmen, Scotta Devendorfa (z The National), czy Brenta Knopfa (EL VY). To bardzo „rodzinna” płyta, gdzie każdy muzyk to gość przyjęcia urodzinowego głównego bohatera.

Płyty solowe członków zespołów rodzą się głównie wtedy, gdy zespół „nie działa” lub ma przerwę; do teraz wydawało się, że The National było na twórczym haju. Każda kolejna płyta wciąga ich wyżej – wystarczy wspomnieć dwie ostatnie Sleep Well Beast i I Am Easy To Find. Duża w tym zasługa Bryce’a Dessnera, motoru kompozycyjnego The National. Ich awans z zespołu indie/alternative do rockowej dyktatury mody, podobny do Radiohead, ewidentnie wzmógł także w Berningerze potrzebę wyrażenia samego siebie, odrębnie od zespołu czy samego Bryce’a. Wiadomo jest, że w takich sytuacjach krążek solo może pójść w dwie strony: naprzód, w kierunku terytoriów bardziej poszukujących, awangardowych; lub zgoła odwrotnie, do podstaw, czystej poezji, tam gdzie wszystko jest prostsze, a emocje wyraża bijące serce na rękawie, a nie aranżacyjny artyzm i przepych. Matt postawił na ten drugi kierunek – na lirykę, intymność i piosenki szeptane prosto na ucho słuchacza.


Na Serpentine Prison Matt Berninger zamienia się w muzyka typu singer-songwriter, poetę, barda – kogoś, kto dopiero zaczyna i szuka szczęścia z piosenkami spisywanymi do zeszytu w szufladzie. To geniusz prostoty, wielkość w maleńkości, piękno w ciszy, oszczędności środków i intymności słów. Oczywiście za ową ascezą kryje się zastęp muzyków, co pokazuje, że muzyka bywa prosta tylko pozornie. Tu wszystko leży na widoku, nagie, w jupiterze skierowanym wyłącznie na autora. Nie ma zespołu, za którym można się schować, hałasu, który przykryje każdy błąd czy niedobór. Panuje cisza, którą Matt musi wypełnić wyłącznie sobą, głosem, słowem i czarem. Jest tu kilka genialnych numerów: ujmujące „One More Second”, kołyszące „Distant Axis”, „Silver Springs” (duet z Gail Ann Dorsey), gorzkie „Loved So Little”, cave’owskie “All For Nothing”, czy folkujące “Take Me Out of Town”. Słychać tu zarówno ciepło Glena Hansarda, jak i nastrój i minimalizm późnego Talk Talk.

Matt Berninger niedługo skończy 50 lat. To sporo jak na muzyka, który dopiero wspina się na swoje szczyty. Pamiętajmy, że ten facet był „zwykłym śmiertelnikiem”, pracującym w agencji reklamowej, który nagle doznał wizji. To muzyk, którego wychowała sama muzyka; ktoś, kto z pozycji słuchacza wykonał krok przez Rubikon i już nie wrócił. Serpentine Prison pokazuje, że jeszcze dużo przed nim, a w jego kieszeniach pełnych dźwięczących monet można wciąż znaleźć ciekawe pomysły. Dla słuchacza to wielka przyjemność towarzyszyć muzykowi, który z płyty na płytę odkrył to, czego szukał, lecz nie spodziewał się znaleźć. Serpentine Prison otwiera przed naszym bohaterem kolejną komnatę, o której istnieniu 20 lat temu, gdy zaczynał, z całą pewnością nie wiedział. Serpentine Prison to nie są odrzuty z The National, jakieś niewykorzystane pomysły czy szkice; to nowa jakość w teczce Matta i jego wielki, chociaż bardzo wyciszony, skupiony, osobisty sukces. I nasza przyjemność słuchania. 

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load