Recenzje

2020-11-02
Bruce Springsteen - "Letter To You"
Boss kontynuuje serię introspektywnych płyt i jako trzecią po "Broadwayu" i "Western Stars" przynosi nam "Letter To You".
Wykonawca: Bruce Springsteen
Wytwórnia: Sony Music Polska
Rok wydania: 2020

Tym razem jednak, w studiu towarzyszą mu na „pełnym etacie” The E Street Band. Niby to samo, a jednak lepiej. Boss opowiada tym krążkiem o sobie, swojej bogatej przeszłości, dzisiejszym punkcie widzenia 70-latka, oraz niegasnącej werwie i nadziei na jutro. To nie tyle płyta biograficzna, co sięgająca po wspomnienia innego czasu, przywołująca emocje i wywołująca duchy – oddychająca wiarą i energią, jak i zaglądająca oko w oko śmierci i przemijaniu. Boss nagrał płytę o muzyce: o graniu w zespole, o związanych z tym radościach i smutkach, o ekstazie, jaką daje mu stanie na scenie przed oceanem ludzi, oraz o depresji, gdy to wszystko dobiega końca. Jako człowiek 70-letni, przy całej godnej podziwu ‘młodzieńczości’, Boss jest świadom upływającego czasu i stara się celebrować każdą daną mu od losu chwilę. Pandemia oznacza dla niego, co najmniej, dwa lata bez trasy; a dwa lata bez trasy, w jego wieku, to potężny cios. Ale muzyka, jak sam twierdzi, nie przemija, a jej moc pozostaje dla niego i wielu mu podobnych ludzi niezbędnym do życia tlenem.  

Letter To You to dosłownie list od Springsteena do was – fanów, wielbicieli muzyki, którzy tak jak on oddychają muzyką w każdej sekundzie życia. „Burnin’ Train” to rzecz o magii życia w trasie, „Last Man Standing” o jego starym zespole The Castiles, którego pozostaje ostatnim, żyjącym członkiem. „The Power of Prayer” i „House of a Thousand Guitars” to pochwała muzyki na żywo, którą Boss przyrównuje do modlitwy; a „Ghosts” to znowu wspomnienia chwil zatrzymanych w czasie, gdy całym sensem życia i wszelkiego działania jest ten obdrapany Telecaster na jego ramionach. Przez całość trwania krążka ścierają się dwie fale emocji: radość muzyki i jej przeżywania na wszelkie sposoby, oraz memento mori – świadomość czasu i śmierci, która przyszła już po tylu jego przyjaciół: nie tylko The Castiles, ale także Danny’ego Federici i Clarence’a Clemonsa. Dziś, gdy nagrywa nowy album przy udziale Jake’a Clemonsa (syna Clarence’a), ta świadomość czasu jest błogosławieństwem, oraz przekleństwem. O tym są dwa bieguny tej płyty, „One Minute You’re Here” i „I’ll See You In My Dreams” – o lęku przed nieuniknionym, ale i o pochwale każdej chwili, jaką wciąż tu spędzamy.


Letter To You to nie tylko triumf Bossa osobiście, ale przede wszystkim The E Street Band, o których często mówi się, że nie dostają należnych im pochwał od krytyki, fanów oraz samego Springsteena. Ich obecność to kwintesencja tego krążka – gitara i dobre rady Stevena Van Zandta, perkusja i elegancja Maxa Weinberga, skromność, wyczucie i uśmiech Nilsa Lofgrena (reszty nie wymieniam, bo nie starczy akapitu). O ich sile niech świadczy porównanie do stosunkowo bladej Western Stars, nagranej rok temu. Są Bossowi potrzebni, aby brzmiał jak Boss; szczególnie teraz, gdy ich plany muzyczne pokomplikowały się, a Letter To You nabiera nowego, zaskakującego wydźwięku. Ten list to słowa pokrzepienia od jednego z największych żyjących weteranów rock’n’rolla; kogoś, kto na muzyce w studiu (i przede wszystkim na żywo) zjadł kilka zestawów zębów. Skoro ja mogę, to możecie i wy – i dziękujcie, komu trzeba, za to, że żyjecie i trwacie w dobrej aurze muzyki. Frapującą klamrą tego krążka jest także fakt, że kilka piosenek zostało napisanych przez Bossa jeszcze przed jego debiutem w 1972 roku. W muzyce nic nie ginie i na wszystko przychodzi odpowiednia chwila.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load