Recenzje

2020-11-16
AC/DC - "Power Up"
"Power Up" to oczekiwana od 6 lat nowa płyta australijskich klasyków hard rocka. Album jest potwierdzeniem bardzo dobrej formy Angusa Younga i jego kolegów.
Wykonawca: AC/DC
Wytwórnia: Sony Music Polska
Rok wydania: 2020

Jak to możliwe, że pojawiła się nowa płyta AC/DC? Bardzo zasadne pytanie, biorąc pod uwagę, co ta grupa przeszła w ostatnich latach. Brian Johnson nie dokończył trasy promującej poprzedni album „Rock Or Bust” przez problemy ze słuchem. Phil Rudd wpadł w niemałe prawne kłopoty. Cliff Williams zdecydował o odejściu z zespołu. I jeszcze na domiar złego trzy lata temu zmarł Malcolm Young – współzałożyciel zespołu. A jednak. Udało się zebrać ten sam skład, który słyszymy na płycie sprzed 6 lat. Są Angus i Stevie Young, Johnson, Williams, Rudd. „Power Up” zaś jest – jak mówi Angus – hołdem dla Malcolma.

„Muzycy ich nienawidzą! Zobacz jak grać przez 40 lat to samo i cieszyć się dużą popularnością”. Tak mógłby wyglądać clickbaitowy tytuł artykułu o AC/DC sprowadzającego się do tego, że gra rock and rolla, nic się w tym nie zmienia i w zasadzie to ich płyty, utwory są bardzo podobne do siebie. Zapyta ktoś, czy coś się na „Power Up” zmieniło w tej kwestii? Odpowiedź brzmi: nie. Starzy, dobrzy znajomi grają dalej to samo. W roku pełnym dziwactw objawy stabilności i przewidywalności przyjmujemy z większym zadowoleniem niż zazwyczaj.


Proste, wpadające w ucho riffy często atakujące już od początku kompozycji. Czasem się wydaje, że już słyszeliśmy te dźwięki w jakimś wcześniejszym utworze na płycie. Solóweczki. „Shot In The Dark”, pierwszy singiel ma obie wymienione cechy. Nieraz pojawią się skojarzenia z kompozycjami sprzed lat. Już rozpoczynające całość „Realize” pobrzmiewa echami „Thunderstruck”. Ale jest coś, co sprawia, że będzie spory chór osób, które mimo tego będą bardzo zadowolone. Jeśli chodzi o tą płytę, jest to energia bijąca z utworów, która robi wrażenie. 65-, 70-letni ludzie brzmią może nie jak młodzieniaszki, ale trudno ich dopisać do kategorii „geriatria”.

Tam gdzie wszystkie zwierzęta teoretycznie są równe (bo przecież piosenki brzmią tak samo), niektóre są równiejsze. Bo może i przez wiele lat gra się to samo, ale pewne kompozycje bardziej zapamiętujemy na lata – patrz: „Back In Black”, „You Shook Me All Night Long”, „Thunderstruck”. Z utworów, które zwróciły moją uwagę bardziej: „Through The Mists Of Time” – wybija się przebojowością, ale też głos Briana Johnsona brzmi bardzo dobrze.  Dobrze znów słyszeć jego zachrypnięty wokal. Cieszy też jego bardzo dobra forma. „Kick You When You’re Down” – zaczyna się jak na standardy tego albumu nietypowo, bo już od razu głosem Johnsona. Znów wbijający się w głowę riff. „Demon Fire” – taneczno-energetyczny blues-rock z amerykańskim brzmieniem, które słychać też w „No Man’s Land”. Ponadto jeszcze ładnie zaczepny „Code Red” i „Rejection” oraz „Systems Down” – typowe AC/DC.

Na nowy album AC/DC czekałem może nie z ekscytacją, ale z zaciekawieniem, jak zabrzmi zespół po perturbacjach, jakie targały nim w ostatnich latach. Niby nic nowego, niby to samo, już to kiedyś słyszeliśmy, ale cieszy. To powrót udany, pełen rock’n’rollowej energii, której może pozazdrościć niejedna młoda rockowa kapela. Jest to po prostu dobra hardrockowa płyta. Dobrze znów słyszeć i radować się nowymi kompozycjami australijskiej grupy.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load