Recenzje

2020-11-18
Travis - "10 Songs"
Szkoccy ulubieńcy pań domu i fanów karaoke na Wyspach Brytyjskich dają o sobie znać nową płytą pod skromnym tytułem "10 Songs".
Wykonawca: Travis
Wytwórnia: Warner Music Poland
Rok wydania: 2020

Fran Healy uznał, że czas, w którym znalazł się świat, UK, zespół Travis i on sam nie nastraja do kolejnej próby napisania hitu. Travis po wsze czasy będzie kojarzony z dwoma przebojami, jakie śpiewał cały świat na przełomie tysiącleci. Egzemplarze ich albumów można do dziś znaleźć w sklepach typu ‘wszystko po funta’, lub leżące w zakurzonych boom-boxach na parapecie w kuchni. Rodacy ze Szkocji są z nich dumni, podobnie jak Walijczycy ze Stereophonics; mieli swój czas, byli lepsi niż Coldplay, sprytnie stając na skrzyżowaniu schyłkowego brit-popu z ruszającym indie-rockiem. Co poszło nie tak? Chwila zawahania, dużo wody sodowej, inspiracja utopiona w alkoholu, lub przygnieciona nadmiarem sławy? Grunt, że po kilku latach, w trakcie których local lads cieszyli się statusem supergwiazd, trzeba było zejść z chmur i wrócić do podstaw.

Owe podstawy nie przyniosły im już tego samego statusu, co występ na Glastonbury w 1999, chociaż poprzedzające 10 Songs dwa krążki były wciąż utrzymane w tym duchu gwiazd pop-rocka, usiłujących utrzymać się na powierzchni sławy. Tymczasem nowy album jest inny. Jest cichy i skromny, nic niesugerujący, umiarkowanie optymistyczny, osobisty, ukierunkowany na słuchanie w samotności. Nie bez powodu edycja deluxe zawiera całość albumu w akustycznych wersjach demo, jakie Fran nagrał gdzieś w domowym studiu, na ganku albo na strychu, szukając na gitarze melodii i słów. Właściwa wersja płyty oczywiście nie jest aż tak ascetyczna; mamy kwartet smyczkowy, mamy syntetyczne pianino, jest Susanna Hoffs w duecie z Franem w „The Only Thing”. Jest się czym pochwalić i czego słuchać. Jest też kilka naprawdę pięknych numerów i rzeczy z potencjałem na przebój, które zostają w głowie i każą się nucić – „Butterflies”, „Waving At The Window”, „A Ghost”.


Na czym zatem polega jej skromność? Ano na potrzebie serca twórców, którzy zagrali coś tylko dla siebie, bez ambicji podbijania list przebojów i prób powrotu na szczyt. I właśnie tym czymś wybrnęli z zadania nowego albumu z oceną dobrą plus. 10 Songs oddają ducha czasu – samotności, monotonności, spojrzenia na rozpadający się świat za szybą w niesłabnącym deszczu. Tym razem nie pada on tylko na mnie, tylko na nas wszystkich, którzy siedzimy w domowych schronach pełni obaw, czy będzie warto stąd wychodzić? 10 Songs ma swoją krzepiącą stronę (jeszcze będzie przepięknie), ale także tą szczerą do bólu, że za wesoło to nie jest. I to jest właśnie element jej czaru; słuchacz bez trudu wyczuje, że Fran śpiewa prosto z serca, raz pięknie, a raz bolejąc nad wszystkim, bez prób wchodzenia w stare piórka, odwieszone gdzieś na strychu w szafie. 10 Songs to udany powrót do podstaw ze strony Travisa, w typowo brytyjskim stylu indie, który na Wyspach po prostu brzmi lepiej.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load