Recenzje

2020-11-30
Turbo - "Greatest Hits"
Grupa Turbo podsumowała 40 lat działalności wydaną niedawno kompilacją "Greatest Hits", którą zrecenzował dla nas Marcin Knapik.
Wykonawca: Turbo
Wytwórnia: Metal Mind Productions
Rok wydania: 2020

Zespół Turbo obchodzi w tym roku czterdzieste urodziny. A jak jubileusz, to zazwyczaj powstają składanki z największymi hitami i tak się stało tym razem. Gdy zdarza mi się recenzować takowe zestawy, zastanawiam się zazwyczaj, czy ma to sens. O czym tu pisać? O tym, jak zmieniał się artysta/zespół? O doborze utworów? Ale czy w tym przypadku powinno się tego czepiać, skoro – jak głosi okładka – zostały one wyselekcjonowane przez fanów?

Dwadzieścia siedem utworów rozdzielono na dwie płyty. Pierwsza głównie z balladami. Na powitanie jedyny utwór z wokalem Piotra Krystka – „Fabryka keksów”. Pierwsza piosenka, którą można określić jednoznacznie jako energiczną znajduje się pod numerem siódmym – „Cały czas uczą nas”. Podobny opis pasuje do „Słów pełnych słów”, a poza tym utwory albo balladowe albo o takim posmaku. Obecność „Dorosłych dzieci” i „Jaki był ten dzień” nie zaskoczy nikogo. Druga płytę zapełniono mocnymi i dynamicznymi piosenkami. Sporo metalu.

Cały zestaw opiera się głównie na dziełach z czterech albumów studyjnych – trzech z wokalem Grzegorza Kupczyka: „Dorosłe dzieci”, „Smak ciszy”, „Kawaleria szatana” i jednej z głosem Tomasza Struszczyka:„Strażnik światła”. Ponadto domieszka „Tożsamości”, „Ostatniego wojownika”, „Piątego żywiołu” i bonus z „Awatara”. Na obu krążkach kolejność utworów jest chronologiczna co do roku wydania, ale trochę pomieszano ich kolejność w porównaniu do tej z płyt (np. „Kawaleria szatana I” i „Kawaleria szatana II” na albumie studyjnym są przedzielone, a na tej składance nie). Można się doczepić, że nie ma ani jednego reprezentanta z okresu pobytu w zespole Roberta „Litzy” Friedricha („Epidemic”, „Dead End”), a także z „One Way”. Przez to robi się tu 12-letni przeskok między „Ostatnim wojownikiem” a „Awatarem”.


Przekrojowe kompilacje często pokazują, które płyty są uznawane za najlepsze. Rolę wyznacznika pełni ilość utworów z nich. Taki zestaw może tez uwydatnić wady i zalety różnych okresów działalności. Wojciech Hoffman mógłby tu wspomnieć o „okresie błędów i wypaczeń” po nagraniu pierwszej płyty zespołu. Moją uwagę podczas słuchania kompilacji zwróciły piosenki z Tomaszem Struszczykiem na wokalu. Jego głos w moim odczuciu bardziej pasuje do balladowych utworów niż do mocnych petard. W bardziej energicznych piosenkach zdarza mu się nie „dojeżdżać”, momentami zalatuje fałszem. W „This War Machine” wokal przypomina ten Briana Johnsona, co wychodzi mało ekskluzywnie. I dlatego zastrzeżenia mam głównie do końcówki drugiej części kompilacji, przy czym przyczynia się też do tego poziom muzyczny. Ta uwaga dotyczy też np. „Epilogu” kończącego pierwszą płytę zestawu.

Zdanie „Składanka na pewno przypadnie do gustu fanom” w kontekście informacji umieszczonej na okładce jest tak oczywiste, że aż nie wypada go cytować. Czy tę kompilację można nazwać możliwie najpełniejszą? Nie. Ze względów, o których wspomniałem wyżej. Czy można ją polecić osobom chcącym poznać twórczość zespołu Turbo? Generalnie może być. Największe hity, niepełny, ale jednak przekrój od pierwszej do jak dotychczas ostatniej płyty, różni wokaliści. Na pierwsze zapoznanie z kapelą, wyrobienie sobie opinii ogólnych lub na temat okresów działalności – ok.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load