Recenzje

2020-12-22
Hedone - "2020"
Łódzka grupa Hedone kierowana od 28 lat niestrudzenie przez Macieja Werka wyda w Sylwestra nowy pierwszy od 15 lat album studyjny. Oto nasza przedpremierowa recenzja płyty.
Wykonawca: Hedone
Wytwórnia: GAD Records
Rok wydania: 2020

Czekałem na ten album. Gdy w połowie roku Maciej Werk zapowiedział nowy krążek Hedone, który będzie mieć premierę w Sylwestra, czułem się pokrzepiony. Mam nadzieję, że będzie to symboliczne zamknięcie rozdziału i otwarcie nowego; że skończy się ten cholerny rok i następnego dnia wszystko już będzie OK., mówił Werk, a ja chwyciłem się tych słów, licząc, że okażą się prorocze. Rok mija, poprawa jest ujemna, ale nowy album Hedone nazwany wymownie 2020 staje się faktem. Maciej należy do tych artystów, którzy potrafili tą przeciwność losu, jaką był rok 2020 przekuć w olej napędowy; nie dość, że usłyszeliśmy anty-kompilację Hedone, czyli Rare 92-20, to jeszcze dostajemy premierowy materiał, pierwszy od 15 lat. DNA tego krążka leżało od dawna w cyfrowej i duchowej „szufladzie” Macieja; ale dopiero lockdown sprawił, że artysta zabrał się do niego na poważnie. Jeśli Covid-19 ma jakiś pozytywny wpływ na muzykę, to jest to element przymusowej kreatywności.

2020 zaczyna się w tym samym miejscu, gdzie kończyło się Rare 92-20, czyli na „Dickensie”. Ale co w zasadzie Dickens twierdził o samotności? Że jest torturą, agonią, pogrzebaniem żywcem? Obecność tego singla na honorowym miejscu nie dziwi, albowiem jest to hit, który trzeba zauważyć. Hedone potrafi takie komponować, a nawet umieścić je w radiu i TV – patrz „Zapach” albo „Daj Mi To”. To przeszłość, odległa, zamazana, wyidealizowana; ale w muzyce czas płynie inaczej, i owa przeszłość, tudzież dziedzictwo, ma żywy wpływ na teraźniejszość. Hedone powróciło do swoich pierwotnych założeń – surowych, dusznych, post-industrialnych przestrzeni, wypełnionych złowrogimi i apokaliptycznymi wizjami i demonami. Owa surowość nie ucieka od synth-popowej przebojowości SancTVarium i Playboya, dając wyraz złożoności, wysublimowaniu, nowatorstwu i doświadczeniu. 2020 to wypadkowa dorobku Hedone, pod dyrekcją jednoosobowej dominanty, Macieja Werka.   


Poza osobistym i zespołowym podsumowaniem, 2020 służy za zupełnie nowe rozdanie. To próba egzorcyzmu tego surrealistycznego czasu, żywcem wyjętego z Czarnego Lustra albo Years and Years. Muzyka Hedone jest gęsta i niepokojąca, co katalizuje wylewające się z nas lęki; jej czarno-biały charakter jest wyraźniejszy w przekazie, gdy wszelkie kolory rzeczywistości wyblakły. To gotujący się żywioł, który dotarł do punktu wrzenia, właśnie przez globalne zamknięcie. 2020 to krzyk gniewu, frustracji i paniki wywołanych tą sytuacją, oraz jęk, szept, i cisza, jaka towarzyszy przymusowej samotności. Mimo to, 2020 to płyta krzepiąca – spójna, harmonijna, przestrzenna, zaskakująca elektryzującymi kompozycjami, i przykuwająca uwagę szczegółami: uwielbiam te syntezatory na „Nightsky” oraz wokoder i chóry na „Corruptor”; śpiew Macieja na „Dickensie” i Bartosza Księżyka w „Discommunicate”; i wreszcie, ten kieszonkowy kataklizm na finał, zwieńczony łkającym pianinem.

Przez ilość bodźców cierpimy na ulotność uwagi, co zmusza artystów do skracania albumów. Tutaj dzieje się dużo, ale ma to odgórny sens, spójność i obfitość. To trzyma słuchacza przy głośniku, domagając się podziwiania po wielokroć. Każdy numer ma w sobie kawałek tekstu, czy pojedynczy dźwięk, co sprawia, że do nich wracamy. Hedone to nie tylko harce przy syntezatorze i przetworzonej gitarze; to „Wstyd” z Pawłem Gumolą z Moskwy, „Jak” z Joanną Prykowską z Firebirds, to panowie z Blitzkriegu i te gorące chórki, Wojciech Pilichowski na basie, sekcja rytmiczna, a nawet dęta; 2020 jest nagraniem rodzinnym, korespondencyjnym, zespolonym w studiu. To znak firmowy Macieja – owo zaprojektowanie albumu w szczegółach (skojarzenia z UNKLE czy Soulsavers), z pełnym wachlarzem fascynacji, impulsów, wpływów i towarzyszy. Kto chce, usłyszy tu tradycyjny koktajl Pornography, Pretty Hate Machine i Black Celebration, jak i przemyconego Lennona, Laurie Anderson i Nelly Furtado. Najważniejsze, że słyszymy wielką, motywującą płytę, która mogła nigdy nie zaistnieć.

Album można już zamawiać pod tym adresem: https://kultowenagrania.pl/produkt/hedone-2020-cd/ 

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load