Recenzje

2021-01-18
Silent Skies - "Satellites"
Tom S. Englund ze szwedzkiej formacji Evergrey założył nowy projekt zatytułowany Silent Skies i wydał pierwszy album zatytułowany "Satellites".
Wykonawca: Silent Skies
Wytwórnia: Sweet Lemon
Rok wydania: 2020

Toma S. Englunda nie trzeba przedstawiać fanom prog-metalowego łojenia. Jego szwedzka formacja Evergrey, gościła w naszym kraju wiele razy, a pod koniec lutego ukaże się ich nowy album Escape of the Phoenix. Odrobinę mniej popularny jest projekt Redemption, w którym Tom od niedawna pełni obowiązki wokalisty. To właśnie w szeregach tego międzynarodowego kolektywu nawiązał znajomość z Vikramem Shankarem, pochodzącym z Cleveland klawiszowcu, któremu nieobcy jest zarówno progresywny, symfoniczny majestat, jak i delikatność i melancholia. Na tej subtelnej, osobistej, intymnej stronie muzyki oparli swój duet Silent Skies, którego materiał został nagrany jeszcze przed pandemią. Kto wie, czy gdyby nie wydarzenia roku 2020, to płyta Satellites w ogóle by się ukazała.

Dla Toma i Vikrama, Satellites to test – sprawdzenie swoich talentów w sytuacji nietypowej, odrębnej, poza strefą komfortu. Potężny głos, nastrojowe klawisze, subtelne dodatki – to wszystko. Taka ascetyczna muzyka to także próba chemii, zrozumienia swoich wizji i ról w tej konfiguracji, gdzie wszelkie niedociągnięta da się przykryć warstwami hałasu, fasadą mocy i czarami studia i sceny. Tutaj nie ma zasłony dymnej, efektów specjalnych, czadu, świateł i ryku widowni; tutaj muzycy wychodzą na środek klasy, aby możliwie przekonująco wyrecytować wiersz. Wpadek nie da się przykryć hałasem; wszystko słychać jak na dłoni, jakby Tom i Vikram grali u nas w salonie. Satellites to nie tylko egzamin, lecz spowiedź i pokuta; osobista chwila prawdy, której podjęli się wierząc w siebie.


I trzeba przyznać, że wyszło im to zaskakująco dobrze. Trzeba nie lada ‘jaj’, aby w taki sposób rozebrać swoją muzykę, ukazując światu swój kod genetyczny. Oczywiście, Satellites nie są płytą zupełnie odartą z warstw i ozdobników; Tom i Vikram nie byliby sobą, gdyby nie dołożyli partii wiolonczeli w rękach Raphaela Weinroth-Browne, czy dyskretnie zaprogramowanego rytmu. Ale kwintesencja jest jedna – klawisze i głos. Sam na sam w gabinecie luster. W pandemii, w której muzyka studyjna pozostaje ostoją normalności. Chociaż nie wiadomo, czy Satellites jest albumem ‘pandemicznym’, to niewątpliwie ma taki wydźwięk; melancholijny, ale krzepiący – nostalgiczny, ale budujący pięknem – osobisty, ale skierowany do setek serc, którym ubiegły rok odebrał coś ważnego.

Satellites to nie tylko zdany egzamin, ale także nowe możliwości. Nawet jeśli Silent Skies to projekt przypadkowy, chwilowy, to dzięki tej płycie Tom i Vikram wiedzą, że w każdej chwili mogą tu wrócić. To taki ‘panic room’, który ukazał się tej parze w trudnym czasie, a którego brzmienie dobrze oddaje towarzyszące im nastroje. To statyczny świat, bezludny krajobraz, pełen samotności, tęsknoty i niepewności. To chwilowe piękno Satellites to uchwycenie nastroju chwili; nawet, jeśli jest ona ujmującym coverem Eurythmics. Dzięki takim krążkom jak Satellites można poczuć, że w owym samotniczym krajobrazie drzemie poezja, a dotarcie do niej może służyć nam za koło ratunkowe. Jestem przekonany, że Tom i Vikram jeszcze tu wrócą, nawet, gdy już będzie po wszystkim.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load