Recenzje

2021-01-27
Martin L.Gore - "The Third Chimpanzee "
Lider grupy Depeche Mode wydał pierwszą od 6 lat solową płytę studyjną.
Wykonawca: Martin L.Gore
Wytwórnia: Mute / PIAS Poland
Rok wydania: 2021

Studio nagrań Martina Gore przypomina centrum kontroli lotów kosmicznych. Z tą różnicą, że spora część ‘eksponatów’ tam umieszczonych nie jest cudami najnowocześniejszych technologii. Czas w muzyce płynie inaczej i, podobnie jak stare gitary, tak i stare syntezatory są bardziej pociągającymi instrumentami od ich ultranowoczesnych braci. Martin uwielbia jedne i drugie, dlatego też w jego posiadłości w Santa Barbara został stworzony specjalny pokój, będący jednym wielkim syntezatorem – o niezliczonej ilości pokręteł, suwaków, przewodów, paneli, wyświetlaczy i modułów. To miejsce, w którym jak sam przyznaje, spędza większość czasu. To tu ‘przyjmował’ zaszczyt wcielenia DM do Rock’n’Roll Hall of Fame, co tylko podkreśla, jaką wagę przykłada do codziennej pracy kreatywnej. Muzyka jest dla mnie koniecznością, mówił Martin przy poprzedniej solowej płycie MG, która była następcą projektu VCMG. The Third Chimpanzee to konsekwentne rozwijanie tych przygód.

Nowa EP-ka to pięć całkowicie instrumentalnych, elektronicznych numerów; dokładnie tak, jak MG i VCMG. Kolejny odcinek tej samej opowieści? Nie do końca. Martin uwielbia muzykę elektroniczną i urządzenia ją produkujące. Od lat fani słyszą, że kolejna płyta DM będzie powrotem do ich syntetycznych korzeni. Ale, jego rola głównego song-writera DM nie zawsze daje się pogodzić z czysto elektronicznymi aspiracjami. W przerwie od DM, a także pod ponurym płaszczem lockdown’u, Gore dał upust swoim stricte kompozytorskim marzeniom i ambicjom. Podobnie jak MG, tak i The Third Chimpanzee jest z innej beczki, nawet od jego wcześniejszych solowych krążków Counterfeit. To jego szansa na pokazanie światu, po co zgromadził w domu więcej syntezatorów, niż niejedno muzeum technologii na kuli ziemskiej. To pokaz czystej siły muzyki przemawiającej ciszą - nastrojem i scenografią dryfu w kosmosie, bez załogi, bez kontaktu z bazą i bardzo niepotrzebnych słów.


Słuchając The Third Chimpanzee odnoszę wrażenie, że jestem tam w studiu. Nikogo nie ma, urządzenia grają same. To matrix, system elektronicznych naczyń, które póki co są posłuszne woli człowieka. Nietrudno nie czuć pokory, lub też strachu, przed tą mruczącą, milczącą ścianą plastiku, światełek i zwojów. Wewnątrz tej przestrzeni, jesteśmy zamknięci jak na pokładzie promu Discovery, nad którym kontrolę przejął komputer HAL-9000. Gdzie jest Martin? Nie słychać go, może HAL go unieszkodliwił? Z duszą na ramieniu, ale z pełną fascynacją dla tych dźwięków kroczymy kosmicznym korytarzem; i na każdym kroku czeka nas nowy syntetyczny plusk, pisk, warkot i echo, poukładane do minimalistycznych, ilustracyjnych ścieżek dźwiękowych z filmu sci-fi, w jakim przyszło nam żyć. To wyraźnie lockdownowe brzmienie, głucha przestrzeń, gdzie nie słychać ludzi, lecz maszyny. Na tej krótkiej, konkretnej płytce, głównym bohaterem jest studio, a artysta pełni rolę jego kustosza.

Dzięki The Third Chimpanzee, Martin otworzył sobie na dobre przestrzeń, która nie tylko jest wentylem kreatywnego bakcyla, ale też ucieleśnieniem jego odwiecznych electric dreams. The Third Chimpanzee nie brzmi przypadkowo, tylko jak coś, do czego artysta zmierzał całe swoje życie. Przecież na płytach DM od zawsze przewijały się instrumentalne numery, od „Nothing To Fear” po „Painkiller”. Słychać jest, że ten fascynujący materiał popełnił ten sam gość, co „Jazz Thieves” czy „Easy Tiger”. Ten electro-minimalizm nie ukryje pewnych estetycznych tendencji, do jakich Martin dążył od początku DM. To duchowa płyta, wytłumiona i samotnicza, kojąca i niepokojąca, bardziej poukładana i ukierunkowana, niż MG. Wtedy Martin bawił się, poznawał ‘do czego służy ten guzik’, dochodził do siebie w swojej samotni. Dziś jest inaczej; The Third Chimpanzee to coś więcej, niż miła odskocznia na przeczekanie lockdownu. To dobry początek, lub też preludium, nowego rozdziału.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load