Recenzje

2021-02-05
Accept - "Too Mean To Die"
Niemieccy klasycy heavy metalu Accept pomimo upływu lat są nadal w bardzo dobrej formie, czego świadectwem jest ich nowy album "Too Mean To Die".
Wykonawca: Accept
Wytwórnia: Nuclear Blast / Mystic Production
Rok wydania: 2021

Siadając do składania tej recenzji, spojrzałem sobie zapobiegawczo na to, co naskrobałem 3,5 roku temu pisząc o „The Rise of Chaos”. Czuję, że pojawi się sporo powtórzeń. Trudno w tym przypadku o ich uniknięcie. Zresztą sam zespół powtarza się w kwestii tytułu, bo tak jak poprzednio składa się on z czterech słów. Pierwsze zastosowanie skrótu Ctrl+V: zmiany w składzie. Tak, trzeba go odhaczyć, bo znów do nich doszło. W 2018 roku po 42 latach z kapeli odszedł basista Peter Baltes. W następnym roku jego następcą został Martin Motnik. Ponadto skład zespołu poszerzył się o szóstą osobę. Z koncertowego współpracownika na stałego członka awansował gitarzysta Philip Shouse.

Po odznaczeniu punktu numer jeden na liście przechodzimy do odznaczenia punktu numer dwa, czyli sekcji o powtarzalności i mocy utworów. Riffy, obowiązkowa solówka, chórki w refrenach, energia i metal – to wszystko wchodzi w skład standardowego starter packa każdej kompozycji. Początek w postaci „Zombie Apocalypse” jest energiczny, podlany nieco sosem grozy. Mark Tornitto brzmiący niczym Brian Johnson z AC/DC. Sporo momentów na płycie naładowano szybkim tempem: „Too Mean To Die”, „No One’s Master” i „Not My Problem”. Z elementów bardziej rockowo-przebojowych mamy „Overnight Sensation”.


Pojawiają się też kompozycje z szerszym spojrzeniem brzmieniowym. „The Undertaker” przypomina w budowie i dźwiękach „Halo On Fire” Metalliki z „Hardwired…To Self-Destruct”. Spokojne zwrotki, energetyczne refreny z chóralnym „ooooo”. Do sektora power ballad zagląda „The Best Is Yet To Come” – bardzo piosenkowy utwór, najlżejszy na tym albumie, z czystszym głosem zwłaszcza z zwrotkach. Wybija się przez te cechy na tle innych piosenek i mimo tego jest bardzo ładny. „Symphony of Pain” wkracza zaś na terytorium teatralności i pompy z osiągnięciem ich szczytu w postaci IX Symfonii Ludwiga van Beethovena. Tak, tej z „Odą do radości”. Trochę pomylono odwagę z odważnikiem. Pompatyczność połączona z arabskimi klimatami pojawia się tez w instrumentalnym zwieńczeniu albumu „Samson And Delila”.

Zamknięcie recenzji także będzie zastosowaniem zasady „kopiuj-wklej”, bo tak jak przy „The Rise of Chaos” dojdę do wniosku, że to bardzo porządna, solidna płyta. Niemiecka machina toczy się dalej, w dobrej kondycji.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load