Recenzje

2021-02-16
Mogwai - "As The Love Continues"
„As The Love Continues” to następca "Every Country's Sun" z 2017 roku, drugiego po „Rave Tapes” (2014 r.) albumu Mogwai plasującego się w pierwszej dziesiątce najlepiej sprzedających się płyt w Wielkiej Brytanii. Czy nowe wydawnictwo Szkotów ma sznasę osiągnąć tamte sukcesy? O tym napisał w recenzji Jakub Oślak.
Wykonawca: Mogwai
Wytwórnia: PIAS
Rok wydania: 2021

Z Mogwaiem bywało różnie – mieli na swojej drodze płyty przełomowe i porywające, jak i zupełnie zwyczajne, nudne. Czas nie jest zbyt łaskawy dla ich starego materiału; to, co w ubiegłych dekadach fascynowało nas w albumach definiujących ich styl, dziś niekoniecznie brzmi równie piorunująco. Mimo to, a może właśnie dlatego, ten zespół nie żyje z reedycji swoich staroci, lecz z ciągłego poszukiwania nowych rozwiązań, oraz doskonalenia już istniejących fundamentów. Od kiedy Mogwai są tak ochoczo zapraszani do nagrywania ścieżek dźwiękowych do kina i telewizji, ich brzmienie zyskało ten jakże potrzebny powiew świeżości, nowoczesności; a ich naturalny potencjał ilustracyjny wzniósł się na jeszcze bardziej dosłowne, bezpośrednie poziomy. To ma swoje odbicie także w ich ‘własnych’ albumach, które stały się jeszcze bardziej malownicze, porywające, wręcz przebojowe.  Kolejnym takim krążkiem jest As The Love Continues, którego tytuł wyjaśnia wszystko – miłość trwa.

Powiadają, że wygrywającej drużyny się nie zmienia; dlatego też Mogwai powierzyli obowiązki produkcyjne swojemu mentorowi, mistrzowi Dave’owi Fridmannowi. Pomimo wymuszonej przez pandemię pracy zdalnej nad albumem, Fridmann pozostawia na nim swoje przestrzenne brzmienie, podatne na psychodeliczność ucho, oraz magiczny znak jakości. W angielskim studiu zespołowi towarzyszył równie sprawdzony Tony Doogan, a gościnnie wystąpili Atticus Ross (Nine Inch Nails, także popularny kompozytor filmowy), oraz saksofonista Colin Stetson (m.in. Arcade Fire). W rezultacie, As The Love Continues brzmi jak udana kontynuacja ich poprzedniego, fantastycznego albumu Every Country’s Sun, ale także swoista terra cognita, na której zespół z ochotą się zadomowił. Mogwai nie tylko nie ściga za wszelką cenę swój klasyczny sound, lecz idzie dalej; ich słuchacze są głodni nowej przygody, a muzycy wyraźnie dbają o radość i natchnienie czerpane ze świeżego tropu.


As The Love Continues to album zbliżony do poprzednika nie tylko pod kątem brzmienia, ale też ogólnego pomysłu na siebie. Stuart Braithwaite ponownie staję przy mikrofonie, tylko na jeden, ale za to jak potężny numer – „Ritchie Sacramento”, wypuszczony z premedytacją na wabia jako przebój. Dalej, „Dry Fantasy”, już tradycyjnie instrumentalny, bardzo malowniczy numer, żywcem wyjęty ze ścieżki dźwiękowej do jakiegoś serialu opartego na retromanii. A pod powierzchnią albumu kolejne skarby – uderzające „Fuck Off Money”, kosmiczne „Here We, Here We, Here We Go Forever”, ujmujące „Ceiling Granny”, oraz finałowe „It’s What I Want To Do, Mum”. Wyróżniam tylko kilka kompozycji, ale albumowi należy się jednolita, niepodzielna uwaga, pomimo jego różnorodności. Zespół jest ewidentnie na twórczym ‘haju’, nie tylko oddychając kolorowymi obłokami gwałtownej inspiracji, ale też zarażając słuchacza radością twórczą i niezwykłymi obrazami dzięki niej uzyskanymi.

Jak na album covidowy, As The Love Continues brzmi ‘pełnokrwiście’ - niezwykle przestrzennie, dynamicznie i wielobarwnie. Brzmi tak, jak gdyby nigdy nic; mimo, iż da się usłyszeć w nim pewien dyskretny element przyziemności, sesyjności, grania na poczekaniu w garażu w Glasgow. Cała ta kosmiczność tego albumu to odlot indukowany dźwiękami i wyobraźnią, romantyczną tęsknotą duszy do rozwinięcia skrzydeł i ucieczki przed toczącą ten ziemski padół chorobami. Motyw eskapizmu towarzyszy nam przez całą płytę, od otwierających słów, po ostatni, wygaszony reverb. Gdy album kończy się, nastaje chwila ciszy, promień naturalnego światła, powoli wychodzimy ze snu na jawie. Świat przez tą godzinę nie uległ zmianie, wszystko nadal jest szare, pozamykane i niebezpieczne; ale my, byliśmy przez tą chwilę zupełnie gdzie indziej, w lepszym, wymarzonym, normalnym świecie, pełnym słońca, dźwięku, kameraderii i uśmiechu. Przecież do tego służy nam muzyka, nieprawdaż?

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load