Recenzje

2021-03-10
Richard Barbieri - "Under A Spell"
"Powstała płyta piękna i fascynująca, taka, do której wracamy, za każdym razem dostrzegając inne detale, składając je w całość, aby po raz kolejny oddać się opadom emocji i barw" - to fragment naszej recenzji nowego wydawnictwa klawiszowca Richarda Barbieriego, którego pamiętamy m.in. z Porcupine Tree i Japan.
Wykonawca: Richard Barbieri
Wytwórnia: Kscope
Rok wydania: 2021

Od ostatniej solowej płyty Richarda Barbieri mijają właśnie cztery lata. Cztery! Gdzie ten czas zniknął? Ilość muzyki, która nas otacza, do której mamy łatwy dostęp, rośnie gwałtownie. Człowiek z natury rzeczy ma uwagę i pamięć dobrą, ale krótką; jest w stanie naprawdę pokochać tylko wyjątkowe płyty, albo takie, które zapamiętał z ‘dawnych czasów’. Czyli tych, kiedy płyt było ‘mniej’, a my mieliśmy więcej chęci i determinacji, aby spędzić z nimi więcej czasu. Dawniej nasze spektrum poznania było węższe - i nie jest to kwestia wieku, lecz ilości/dostępności/szybkości nowych publikacji. A teraz ten huragan nowości został dodatkowo spotęgowany efektem pandemii. Artyści siedzą w domach, słuchacze siedzą w domach. Jedni i drudzy nie mają koncertów, zatem, sięgają po płyty: artyści po zarobek, oraz twórcze spełnienie, a słuchacze po coś, co nie ulegnie zmianie przez żadne obostrzenia, niezmienny symbol normalności na wyciągnięcie ręki. Po to, co kochali od zawsze, czyli muzykę.

Owe ograniczenie uwagi, przy całej determinacji i ostrości umysłu, sprawia, że co roku pomijamy wielu kandydatów do miana arcydzieła; płyt, które mają, co trzeba, aby zagrzać miejsce na dłużej w naszych sercach i pamięci. Takim krążkiem jest właśnie Under A Spell, które nosi wszelkie symptomy typowej płyty pandemicznej: nagranej na poczekaniu, na przeczekanie, na krótkotrwałą radość fanów i krótkotrwały zarobek artysty. Ale nią nie jest. Under A Spell to wielka płyta (żart niezamierzony). To nie tylko interesujący następca imponującej Planets + Persona sprzed czterech lat, ale i niezwykły album sam sobie, który w podobny sposób buduje wewnątrz własnego obwodu niepochamowany świat dźwięków. Richard Barbieri nie posiada w swoim dorobku czegoś takiego jak cykl, ciąg ewolucji stylu i brzmienia; jego solowe płyty to objawienia talentu, bez większego planu, bez oglądania się za siebie, czy też na przeszłość w Japan i Porcupine Tree. To płyta tu i teraz, tylko i wyłącznie.


Podobnie jak Planets, tak i Under A Spell jest koktajlem stylistyk, barw, dynamiki i nastrojów. To rzecz stojąca pomiędzy muzyką ambient a prog-rockiem, operująca w punkcie wspólnym owych odległych stylów, gdzie majestat wita się z dyskrecją, a bogactwo dźwięków ze statyczną tapetą. Słychać tu wiele odrębnych fascynacji Barbieriego, od współczesnego jazzu, przez IDM, aż po ‘berlińską szkołę’ elektroniki. Na Under A Spell usłyszymy zarówno wpływy Herbiego Hancocka, co Edgara Froese, a wszystko to pod wspólną banderą ‘kalejdoskopowej’ muzyki, która z każdym obrotem zmienia kształt i barwy. To, czym zgodnie z tytułem urzeka Under A Spell, to dyskrecja i elegancja. O ile Planets było owocem pracy natchnionego substancjami szaleńca, o tyle Under A Spell jest znacznie bardziej poukładana i ‘świadoma’. Barbieri nie czyni jej zresztą sam; w studiu towarzyszy mu połowa bieżącego składu progowego kolektywu Isildurs Bane, a także głosy, na czele ze Stevem Hogarthem.

W efekcie, powstała płyta piękna i fascynująca, taka, do której wracamy, za każdym razem dostrzegając inne detale, składając je w całość, aby po raz kolejny oddać się opadom emocji i barw. Under A Spell jest krążkiem dynamicznym i witalnym, rzeczywistością rozszerzoną, soundtrackiem codziennego spaceru w poszukiwaniu skupienia. To rzecz, którą wskazałbym zarówno fanom muzyki Biosphere (szczególnie krążka Dropsonde) czy Fennesza, jak i Billa Laswella i Jana Garbarka; oraz przede wszystkim tym, którym podobają się takie instrumentalne cuda jak Eye of the Soundscape Riverside. To taka muzyka, która przemawia językiem duszy, nastrojami i obrazami, bez słów, kontekstu i naleciałości. Bez sensu jest rozdzierać ją na kawałki, gdyż wtedy tracą one sporo ze swojej mocy; dlatego nie wyróżnię żadnego. Grunt, że w pandemicznym marazmie, oraz wydawniczym popłochu, warto nie przegapić nośnika czegoś dobrego, co pozwoli nam tu nie zwariować.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load