Recenzje

2021-04-02
Evanescence - "The Bitter Truth"
Fani grupy Evanescence doczekali się po 10 latach oczekiwania na płytę z premierowym autorskim materiałem tego zespołu.
Wykonawca: Evanescence
Wytwórnia: Sony Music Polska
Rok wydania: 2021

Mogłoby się wydawać, że od „Bring Me To Life”, największego hitu kapeli minęły wieki. Częstotliwość grania tego utworu w różnych stacjach radiowych  potęguje wspomniane wrażenie. A minęło tylko pięć płyt. Biorąc pod uwagę zastrzeżenie z następnych dwóch zdań: cztery. „The Bitter Truth” jest pierwszym od dziesięciu lat albumem Evanescence, o którym naprawdę, z czystym sumieniem można powiedzieć: „nowy”. Po drodze ukazał się głównie coverowy „Synthesis”.

Gotycki mrok, pompatyczność – te elementy nadal słychać w muzyce Evanescence. Choć gotyk nie jest elementem najbardziej wyeksponowanym. Przebijają się za to starania, by materiał brzmiał świeżo. Generalnie wychodzą nieźle, a nawet dobrze. Nie chroni to nas jednak przed obecnością „Wasted On You” – piosenki wyciągniętej z generatora walczykowatych pieśni Eda Sheerana z dodanym rockowym filtrem. Także przed początkiem „Yeah Right” sprawiającym podczas słuchania albumu w serwisie streamingowym wrażenie, że włączyła nam się jakaś reklama.

Jeśli ktoś pokochał Evanescence za pompatyczne kompozycje z dramaturgicznym wydźwiękiem, to ucieszy się m.in. podczas „Blind Belief”. Ale ponury, mroczny nastrój nie przeszkadza w dokładaniu rockowych, energicznych petard („Take Cover”, „Part of Me” czy nawet cięższy „Broken Pieces Shine”). Zespół dalej lubi sięgać po wpływy elektroniki. O „Yeah Right” wspomniałem już wyżej, jednak np. „Artifact/The Turn” bardzo dobrze wypełnia rolę intra. „Feeding The Dark” ma mocno industrialny wydźwięk, a elektrorockowy „Better Without You” ładnie się nakręca.

Utwór „Use My Voice” wyróżnia nie tylko hymnowy wydźwięk objawiający się charakterystycznym „oooooooo”, ale i społeczna tematyka. Bo obok tekstów o mroku i zagubieniu znajdziemy też tekst ze społecznym kontekstem, dotykający kwestii bardziej słyszalnego głosu tych, których nie słychać, m.in. kobiet. By przekaz zabrzmiał donioślej, w chórkach śpiewają choćby: Lzzy Hale z Halestorm, Sharon Den Adel z Within Temptation, Taylor Momsen z The Pretty Reckless oraz Lindsey Stirling. Głos Amy Lee to dalej jeden z głównych wyróżników sprawiających, że Evanescence bardzo trudno pomylić z inną formacją. „Far From Heaven” jest balladą, która oparto przede wszystkim na tym walorze. No i na fortepianie.

Po tak naprawdę dekadzie bez nowych utworów (z małym wyjątkiem) amerykański zespół powraca w całkiem dobrej formie. Może nie ma hitów, które powtórzą wielkie sukcesy sprzed lat, ale nie ma też wstydu. Mniej gotyku, więcej cięższego brzmienia i w sumie udane starania, by materiał brzmiał nowocześnie i świeżo.


Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load