Recenzje

2022-05-21
Moderat - "MORE D4TA"
Ponad sześcioletnia przerwa w działalności Moderat zakończyła się wraz z wydaniem „MORE D4TA”. To jeszcze jedno ‘pandemiczne’ wydawnictwo, natomiast w przypadku berlińskiego tria, wychodzące ponad kwestie izolacji.
Wykonawca: Moderat
Wytwórnia: Monkeytown Records
Rok wydania: 2022

Przerwa wydawnicza to jedno, ale odejście od tytułowania płyt według kolejności numerycznej, to kolejna różnica w stosunku do poprzednich wydawnictw grupy. Tym razem zespół postanowił bowiem użyć anagramu swojej nazwy.

Album zaczyna się odrobinę sennym wprowadzeniem w postaci „FAST LAND” z lekko zaburzoną linią melodyczną. Zabieg to ponoć celowy, bowiem panowie Bronset, Ring i Szary– jak przyznają -podchodzą do muzyki nie tyle precyzyjnie, ile… naturalnie. Takich patentów jest na płycie więcej, co słychać to także w kolejnym „EASY PREY”. Naznaczony wokalem Ringa, który jest także autorem tekstu, zaskakująco się zmienia po dwóch zwrotkach i przez resztę utworu prowadzi go ‘osobna’ część instrumentalna. Z kolei „DRUM GLOW” brzmi trochę jak bieg w dżungli, głównie za sprawą pojedynczych efektów dźwiękowych w tle i łamanego, a jednocześnie nieco transowego bitu, który zaskakuje kilkoma barwami. „SOFT EDIT” to z kolei 84-sekundowa transmisja ze stacji kosmicznej, w której główną rolę pełni vocoder. To nieco zaskakujące interludium dla „UNDO REDO”, gdzie bodaj najbardziej naturalny wokal Ringa na całej płycie, obudowany pół-syntetycznym łamańcem, budzi skojarzenia z najbardziej eksperymentalnymi dokonaniami Radiohead. Kapitalnie prezentuje się natomiast „NEON RATS”. Ten żywy i pulsujący utwór stanowi świetny odnośnik do starej szkoły techno z lat 90. Na tym tle spokojny i dość atmosferyczny „MORE LOVE” prezentuje się niemal popowo. Podobnie jest zresztą z „NUMB BELL”, który - choć pozbawiony wokalu - ma wymiar bardzo dreampopowy. Udanym wyłomem jest tu „DOOM HYPE”, gdzie minimalnie zmodyfikowany wokal Ringa, stanowi ciekawe uzupełnienie dla pozornie zimnego bitu, obudowanego soundscap’owymi harmoniami. To kolejny utwór, przy którym trzeba zamknąć oczy i dać się ponieść opowieści muzycznej. Zamykające „COPY COPY” to z kolei dość smutna coda, łącząca jednocześnie wszystkie wątki na płycie, a tym samym – trafnie ją podsumowująca.

Mam wrażenie, że przy pomocy „MORE D4TA” Moderat chcieli nie tylko przypomnieć o swoim istnieniu, ale także pokazać, jak ważna jest dla nich twórczość pozbawiona kalkulacji, popisów i efekciarstwa. To płyta zespołu nie tylko dojrzałego, ale przede wszystkim świadomego swoich działań twórczych. Nic w tych niespełna 45 minutach nie odstaje od siebie, a z każdym kolejnym przesłuchaniem utwierdza w tym, że powrót zespołu okazuje się po prostu udany.


Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load