Recenzje

2020-08-03
Robert Cichy - "Dirty Sun"
Człowiek z cienia wychodzący na pierwszy plan i próbujący stworzyć coś na własne konto. Jednym z przykładów takich osób jest Robert Cichy. W różnej roli pojawiał się na albumach około sześćdziesięciu polskich artystów. Jego solowy debiut - „Smack” otrzymał w zeszłym roku Fryderyka w kategorii Płyta Roku Country/Blues. Jak będzie z „Dirty Sun”, przekonamy się zapewne wkrótce.
Wykonawca: Robert Cichy
Wytwórnia: Agora Muzyka
Rok wydania: 2020

Słuchacz łatwo i szybko wyłapie, jaki klimat dominuje na płycie. Amerykańskie wpływy są bardzo słyszalne. Czyli sytuacja taka jak na debiutanckim albumie. Country, blues, prerie, banjo. To pierwsze skojarzenia pojawiające się podczas słuchania. A i jeszcze knajpa. „Jedna noc” przywołuje na myśl ten obraz. Zauważalną różnicą jest obecność utworów śpiewanych po polsku. Na „Smack” nie było żadnego, tu mamy sześć – ponad połowę płyty. Można odnieść też wrażenie pójścia w melodyjność. Dużo jest dobrze brzmiących i chwytliwych kompozycji.

Sposobem pokazania swojego doświadczenia jest umiejętność budowy utworu. „Seize The Day” zaczyna się niepozornie. Taka przyjemna countryballada. Ale potem wkradają się zabawy przesterami głosu, a to wszystko prowadzi do rozbuchanego refrenu z okrzykami w stylu popularnych amerykańskich zespołów. „Urwana melodia” niby jest melancholijna, z dużą rolą gitary akustycznej, ale równocześnie towarzyszą jej ozdobniki. Sprawiają one, że taki skromny utwór ma złożoną strukturę kompozycyjną.


Z innych sposobów – swobodne poruszanie się w różnych konwencjach. Raperski „Android”, marszowe „Siedem” z brudną solówką gitarową, dubowe klimaty w „Piach i wiatr”. Ponadto doświadczenie producenckie Cichego, które przełożyło się na brzmienie albumu. Bardzo dobre. Tak jak na „Smack”, pojawiają się goście. Mrozu bardzo dobrze wpasował się w nastrój „Jednej nocy”. Podobnie można powiedzieć o Sosnowskim w „Posłuchaj” i o Kasai w „Urwanej melodii”. Trzy mocne punkty płyty. Ale i Rahim w „Rebeliancie” także trzyma poziom.

Trzydzieści siedem minut wypełnione zostało bardzo konkretnymi utworami. Jak znalazł na wakacyjne wyprawy po bezdrożach lub na zachód słońca. Ładne melodie dające sporą dawkę przyjemności sprawdzą się w podróży, ale nie tylko.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load