Recenzje

2020-08-24
Paul Weller - "On Sunset"
Paul Weller to jedna z najbardziej kultowych postaci na brytyjskiej scenie rockowej ostatnich 50 lat. Muzyk nagrał i wydał album "On Sunset", który jest kolejną próbą Wellera odejścia od brytyjskiej tożsamości. Czy mu się to udało? Na to pytanie odpowiedział Jakub Oślak.
Wykonawca: Paul Weller
Wytwórnia: Universal Music Polska
Rok wydania: 2020

Dla Anglików, Paul Weller jest postacią równie istotną dla ich muzycznej tożsamości, co John Lennon i David Bowie. Inspiracja jego stylem to odznaczenie oficerskie, odróżniające wytrawnych muzyków od szelmowskiej młodzieży. Johnny Marr nie tylko gra, śpiewa i komponuje, ale ubiera się i wygląda jak Weller; z kolei Noel Gallagher, który nigdy nie ukrywał swoich idoli i fascynacji, zamieszkał w Londynie po drugiej stronie tej samej ulicy, co Weller. Naszego bohatera można bez ryzyka nazwać ojcem chrzestnym współczesnego gitarowego grania z Anglii; aczkolwiek, poza Wyspami Brytyjskimi, jego ikona nie jest już tak rozpoznawana, daleka od czci, jaką darzą go rodacy. Przyczyna jest prosta: angielskość Wellera jest zapisana ciężkim akcentem zrozumiałym jedynie w Albionie, a jego lokalna ‘celebryckość’ wykracza daleko poza muzykę, nawiązując do stylu życia spod słynnego znaku mods.

Sam Weller wydaje się być tego świadomy, co tłumaczy charakter i brzmienie jego kolejnego solowego albumu On Sunset. Już sam tytuł i okładka daje sygnał o zawartości płyty; porzucamy ‘cichą rozpacz’ angielskiego życia i przenosimy się do raju na Ziemi – do Kalifornii, do Los Angeles, na tytułowy Sunset Blvd, tam gdzie mieści się legendarny klub Whisky a Go Go. Nową płytę cechuje rozmach, przepych i radość, która sprawia, że chcemy od razu wskoczyć w samolot i tam się znaleźć. Na On Sunset Weller zamienia się w Briana Wilsona – genialnego wizjonera, który słyszy muzykę w głowie i usiłuje wydobyć ją na światło dzienne. W nagrywaniu tej płyty wzięła udział pełna orkiestra instrumentów smyczkowych, dętych, fletów, dzwonów, organów, no i chór. To typowo wilsonowska ‘kieszonkowa symfonia’, celebrująca chwile uchwycone poza czasem, w radości i świętym spokoju.


On Sunset nie jest pierwszą próbą odejścia Wellera od swojej brytyjskiej tożsamości (The Style Council), ale jedna z najlepszych oraz najbardziej ambitnych płyt, przynajmniej od czasu 22 Dreams. To wyjście całą drużyną poza strefę komfortu, popis talentu, ambicji, doświadczenia i zmysłu kompozytora. Weller z wiekiem nie tylko śpiewa coraz lepiej (bardziej wytrawnie), ale staje się coraz lepszym architektem muzyki, który gdzieś tam po drodze zagubił się, a teraz ponownie triumfuje. Wellerowi wielokrotnie zarzucano granie pod swoich fanów, odtwórczość i produkcyjność, mimo iż jego przeszłość jest bogata w artystyczne ‘skoki w bok’. On Sunset jest nie tylko takim właśnie skokiem, ale wręcz przestawieniem swoich obranych kiedyś torów na zupełnie inne cele. Bez problemu można wyobrazić go sobie z batutą w dłoni, jak ‘karci’ muzyków niczym Phil Spector.

On Sunset to wspaniała, dumna, radosna, bogata płyta, ale i wspaniałe piosenki i niezwykły klimat, bardzo krzepiący, pobudzający wyobraźnię i podtrzymujący na duchu w dzisiejszym świecie. Weller zdążył z nią na ostatnią chwilę przed lockdownem; premiera krążka była zresztą przesunięta w tych okolicznościach. To wizyta w lepszym miejscu, gdzie zastaniemy nie tylko piękne, folkujące piosenki, ale także odważne eksperymenty aranżacyjne, budujące atmosferę snu na jawie. Weller nie ukrywa, że darzy Los Angeles ogromnym sentymentem; aczkolwiek, jak wynika ze słów tytułowej piosenki, nasze uwielbienie dla miejsc to konkretny czas i konkretni ludzie, a nie samo miejsce. Bardzo mądre, zaskakująco otwarte i szczere słowa, jak na tą enigmatyczną postać. Na On Sunset Weller wychodzi do ludzi, szuka fanów poza Anglią, otwiera się przed światem – i tym samym trafia w dziesiątkę.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load