Recenzje

2020-09-01
Motorpsycho - "The All Is One"
Trio z Trondheim wydało nowy album studyjny, którego muzyczna zawartość jest obudowana wokół trwającej 42 minuty suity „N.O.X. ∞”.
Wykonawca: Motorpsycho
Wytwórnia: Rune Grammofon
Rok wydania: 2020

Żałuję, że nowa płyta norweskich alchemików rocka nie ukazuje się w lepszych okolicznościach przyrody. To dzieło zasługuje na trasę koncertową, na ukazanie swojego światła obu słońc w pełnej mocy, a nie w opuszczonej rzeczywistości pomiędzy kolejnymi apokalipsami. Motorpsycho dostarczyli nam swój najlepszy album od czasu… (tu można wstawić tytuł dowolnego ich poprzedniego albumu). Dawno nie słyszałem płyty równie natchnionej, w dodatku podwójnej, co The All Is One; mało tego, jest to płyta tak witalna, że pomimo swoich rozmiarów, nietypowych na dzisiejsze czasy, mam ochotę słuchać jej bez końca, wciąż i na okrągło. Wszystko, co o niej stanowi jest zachwycające: brzmienie, wizja, doświadczenie, moc inspiracji, ilość szczegółów; a do tego jest ona po prostu porywająca.

Motorpsycho nie przychodzą znikąd. Ich pomysł na siebie idealnie wpisuje się w dzień dzisiejszy, gdy kochamy eksplorować odjechane gałęzie rocka z lat 60 i 70. To wpływy Yes i King Crimson, Black Sabbath i Hawkwind. To echa legend krautrocka w stylu Ash Ra Tempel czy The Cosmic Jokers, oraz żywe świtało ich współczesnych dziedziców: Electric Moon, The Weedpecker czy The Oscillation. The All Is One to miejsce, w którym spotykają się trzy czasy, celebrując dziedzictwo i wspomnienia, jak i kontynuując wizję kosmicznych hippisów we współczesnym, absurdalnym świecie. Do tego progresywność tego albumu nie jest wykluczającą pułapką; to otwarte brzmienie padające na otwarte umysły, upstrzone dźwiękami, tematami i instrumentami, ale świeże, czarujące i kolorowe.


Oś płyty stanowi monumentalna suita pod tajemniczym tytułem „N.O.X. ∞”, trwająca ponad 42 minuty. Ona sama jest wystarczająca, aby nazwać tą płytę doskonałą, chociaż jej „obudowa” wcale nie ustępuje jej urokowi – patrz (i słuchaj) „The Magpie” czy „Dreams of Fancy”. Brzmi to tak, jakby Norwegowie nagrali materiału na dwa krążki, ale mieli obawy, czy wypuścić je osobno. Efektem jest album o bardzo podobnym charakterze, co Tales From Topographic Oceans Yes – trochę rozdęty, momentami rozwlekły, ale fascynujący, zasługujący w pełni na miano opus magnum. Tym bardziej, że brzmienie The All Is One jest zaiste monumentalne, wręcz rytualne; to podróż umysłu w kosmos, idealnie oddające nastrój i fazy przygód z używkami. To wizyta na Świętej Górze Jodorowskiego.

The All Is One to nie tylko psychodeliczny wzlot, ale także sielskie opadanie, w radości, w nieważkości, w nieznane. Pełnia miłości i pokoju na ziemi – utopijne marzenia, których wizje znajdziemy wyłącznie w muzyce, w snach, w słowach, w sztuce. The All Is One to brzmienie utopijne, oparte na twardych riffach i ciężkich odlotach, ale wśród hippisowskich, folkowych momentów. Siła tego kalejdoskopu pozwala wciąż odkrywać jego nowe szczegóły, oraz ponownie uwierzyć w siłę prog-rocka; taką z czasów, gdy był muzyką popularną, a nie niszą dla coraz starszych, marudzących panów.  To rzecz z innego świata, której sens, paradoksalnie, jest jak największy właśnie tu i teraz. Chociaż byłoby jeszcze lepiej, gdyby Motorpsycho mogli polecieć tym spodkiem kosmicznym w trasę koncertową…

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load