Recenzje

2020-09-07
Baasch - "Noc"
Noc to wdzięczna pora do słuchania muzyki. Brzmi wtedy jakoś inaczej, bardziej hipnotyzująco, refleksyjnie. Chyba, że towarzyszy tańcom na dyskotekowych parkietach. Te dwa ostatnie zdania, choć teoretycznie sprzeczne, są wspólnym mianownikiem płyty Baascha "Noc".
Wykonawca: Baasch
Wytwórnia: PIAS Poland
Rok wydania: 2020

„Noc” jest trzecim albumem w dorobku Bartosza Schmidta, który posługuje się pseudonimem artystycznym: Baasch. Po raz pierwszy stworzył on płytę z tekstami po polsku. Wyszło to na dobre, jeśli chodzi o koncepcję zawartą w dziewięciu utworach. A jest nią przeprowadzenie słuchacza przez przeżycia związane z nocą.

Obracamy się w rejonach muzyki elektronicznej i elektropopu. „Impuls (Intro)” wprowadza nas w album niby dynamicznie, ale czuć już czający się za plecami mrok. Podobnie następny na płycie „Brokat” – jest energia, ale słuchając mamy świadomość, że poruszamy się w tanecznym otępieniu, w elektropopowej ciemności. Wrażenia podczas słuchania potęguje wokal Baascha, pasujący do muzycznego anturażu, podbijający poziom niepokoju.


Transowy niepokój utworów często jest opatulony w zgrabną melodię, jak w „Dualu” – jednej z kompozycji, które zwróciły moją uwagę czy w „Przegubie”. Ale mamy też „Cienie”, które nie są takie gładkie w brzmieniu. Ponadto wyróżniają się chyba najbardziej z całej płyty pod względem tekstowym. To dzięki grom słów, jak choćby „Okryłem sobie ciemnym cieniem ciebie” czy „Już noc, a może to północ”. „Woda” i „Język” są utworami, do których pasuje określenie „upiorny transowy taniec”. Zamykające album „Wszystko” do niepokoju dokłada nerwowość.

Baasch serwuje nam podróż przez zakamarki nocy – ciekawą, taneczną, ale jednocześnie mroczną. I z całą pewnością jest to ten rodzaj muzyki, którego słucha się zdecydowanie inaczej siedząc, leżąc lub poruszając się w ciemności niż za dnia.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load