Recenzje

2020-09-21
Krzysztof Zalewski - "Zabawa"
„Złoto” – płyta sprzed czterech lat była początkiem fali wznoszącej kariery Krzysztofa Zalewskiego (nie liczymy „Idola”). „Miłość miłość” i „Polsko” stały się wstępem do tego, co nastąpiło w następnych latach. Autorstwo „Początku” – jednego z największych polskich hitów 2018 roku. W następnym roku „Kurier”, który też stał się przebojem, choć mniejszym. Kierunek, w jakim mogła pójść nowa studyjna płyta wydawał się oczywisty. Ma być hitowo.
Wykonawca: Krzysztof Zalewski
Wytwórnia: Kayax
Rok wydania: 2020

Tytułowy utwór będący otwarciem albumu zapowiada nie tylko to, ale też mieszaninę stylów. Sporo elementów: bas, perkusja, odgłosy jak z alfabetu Morse'a, pod koniec krzyk. Nie jest to oczywisty przebój, ale niewątpliwie piosenka zachęca do tańca. „Annuszka” też brzmi jak efekt mieszanki różnych wpływów. Trochę retro, trochę ejtisowo, trochę mrocznie, trochę kosmicznie. Rezultat – bardzo piosenkowy i popowy utwór. Kate Bush miała „Babooshkę”, to Zalewski ma „Annuszkę”. Przy tworzeniu warstwy muzycznej utworu pomagał Dawid Podsiadło. Przyłożył też w tej roli rękę do „Na apatię” – ładnie pulsującej, retroelektronicznej kompozycji. Choć mam wrażenie, że jej brzmienie jest przytłumione (a może to już z moim słuchem coś nie tak). Zalewski zapożyczył też chyba od kolegi motyw fal, bo odnotowałem go w dwóch tekstach piosenek, które znalazły się obok siebie: „Wszystko będzie dobrze” i „Na apatię”.

Próby połączenia różnych elementów – idziemy dalej. Smyczki w „Dystansie” wywołują dwie refleksje. Pierwsza: poczucie jak podczas słuchania „S&M” Metalliki. Nie wiem, czy to komplement. Druga: zapędy bondowskie. Wydają się zbędne. Ale sam utwór jako popowy, chwytliwy kawałek się broni. Nie zdziwi wybór piosenki na jeden z kolejnych singli. Przechodzimy do eksperymentów prowadzących w ślepy zaułek. „Tylko nocą” był pierwszym singlem zapowiadającym płytę. I jest to jedno z największych rozczarowań tego roku dla mnie, jeśli chodzi o utwory. Słuchałem sobie tej piosenki i myślałem sobie: „Serio, to pierwsza zapowiedź albumu?”. Nie chodzi nawet o to, że Zalewski eksperymentuje, bo do tego się przyzwyczailiśmy. Nie chodzi też o to, że to elektrokawałek. Po prostu mam wrażenie, że słucham szkicu, a nie ukończonego utworu. Poczucie niedopracowania. Wyróżnia się na tle reszty, ale na niekorzyść.


Ewolucja, a nie rewolucja. Odważniejsze pójście w stronę popu nie spowodowało zniknięcia różnych cech charakterystycznych twórczości Zalewskiego. Rapu w jego wykonaniu słuchaliśmy już np. w „Jak dobrze”. Na „Zabawie” robi to w przyjemnym „Oddechu”. Melodeklamację uprawia też w „Grzeczny bądź”, gdzie jest mroczniej i występują elementy budowania nastroju. Zalewski nie ukrywa swojego zaangażowania politycznego. Nie zaskakuje, że przebija się ono w tekstach, np. w „Lustrach” – bardzo jasnym punkcie albumu. Energiczny, z ładnym basowym riffem i popowym, chwytliwym refrenem. Również z rockowym pazurem, choć mocno przytępionym. W rytmie niepokojącego marszu kroczy „Szpieg” – filmowy, z dęciakami, ale i z melodią. „Ojcowie” z cymbałkowym, przyjemnym brzmieniem są pewnie nawiązaniem do tego, że Zalewski został ojcem. Znalazło się też na płycie miejsce dla delikatnej ballady „Wszystko będzie dobrze”, jeśli ktoś lubi klimaty do wzruszeń.

„Zabawa” jest kolejnym logicznym krokiem Krzysztofa Zalewskiego. W stronę popu, tańca, utworów przyjemnych dla radia. Przy czym buduje kompozycje z wielu elementów, co wprowadza momentami poczucie zamieszania. Trzeba podejść do płyty parę razy, by wyłapać wszystkie smaczki. A i tak pozostaje poczucie, że w niektórych utworach za mocno przekombinowano. 

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load