Recenzje

2020-09-26
Asaf Avidan - "Anagnorisis"
Asaf Avidan kontynuuje swoją wędrówkę nierównymi ścieżkami muzyki w poszukiwaniu tożsamości nowoczesnego songwritera.
Wykonawca: Asaf Avidan
Rok wydania: 2020

Jego czwarty solowy krążek zatytułowany Anagnorisis to „nic nowego” dla sympatyków jego stylu śpiewania, grania i, zwyczajnie, bycia; aczkolwiek, w przypadku Avidana, to równoważnik oceny bardzo dobrej, albowiem jego muzyczna osobowość nie jest tematem na raz. Charakterystyczny chłopięcy falset, niespokojne słowa o skonfliktowanej tożsamości i wyzwaniach rzucanych przez świat, oraz przede wszystkim sympatyczna nonszalancja i elegancja kompozycji – to był, jest i pewnie jeszcze długo będzie znak rozpoznawczy tej jakże ciekawej i barwnej postaci.

Do muzyki Asafa w dosyć dziwny sposób pasuje określenie barda, albo właśnie singer-songwriter, chociaż jego narzędzia i styl kompozycyjny są znacznie bardziej nowoczesne, niźli jego mistrzów: Dylana, Cohena, Cave’a. Avidan jest kreatorem swojej muzycznej opowieści, jej głównym reżyserem, kompozytorem, aranżerem, stylistą, wykonawcą, głosem, aktorem – to człowiek-orkiestra, który nie ucieka się tylko do poezji śpiewanej z gitarą na kolanie. Mamy XXI wiek, dookoła rzeczy niesłychane, więc i spadkobierców dylanowskich wzorców czeka remodeling. Anagnorisis to nie tylko osobiste słowa, ale też rytm, aranżacje, design, vintage, cyfryzacja, harmonia bez granic i chwytanie zeitgeistu.


Tak jak Glen Hansard na swojej ostatniej płycie, tak i Asaf ucieka się do pomocy elektroniki, nie tyle ocierając się o pop, co wręcz na stałe zaszczepiając go w swoim brzmieniu. Gdy grał z zespołem The Mojos jego brzmienie było bardziej tradycyjne, folkowe, bluesowe; ale gdy nadszedł czas na pełną kontrolę nad kształtem swoich płyt, odważnie zaprosił do wnętrza nowe elementy. Jego numery lubią wchodzić na terytoria taneczne, radiowe, technologiczne, korzystając zarówno z dobrodziejstw gitary i harmonijki, co wokodera i samplera. Asaf nie idzie zwyczajnie z duchem czasu; on tym duchem jest, uosabiając talent, umiejętności, narcyzm i buckley’owski wesoły smutek, jakie artysta nosić powinien.

Anagnorisis słucha się „łatwo i szybko”, co świadczy o przebojowości zawartych tu numerów. To Cohenowski „Earth Odyssey”, ale też soulowy „Rock Of Lazarus”, nostalgiczne „Darkness Song”, oraz ustawiający wszystko „Lost Horse”. To nie są żadne rewolucje wobec tego, co doświadczyliśmy na poprzednim krążku The Study On Falling; jest to brzmienie jeszcze bardziej przyjazne, nowoczesne, stawiające na docieranie do tych, którzy słuchają piosenek z playlist, ale też tych, co podziwiają albumy wyłącznie w całości. Jeśli Asaf jest współczesnym ucieleśnieniem Cata Stevensa i Tima Buckleya, tym bardziej należy się mu nasza uwaga, ciekawość i pozytywnie nastawione receptory.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load