Recenzje

2020-12-04
Skubas - "Duch"
Po 6 latach przerwy dostaliśmy nowy album Skubasa zatytułowany "Duch". Płyta przynosi pewne zmiany w muzycznym wizerunku tego artysty.
Wykonawca: Skubas
Wytwórnia: Kayax
Rok wydania: 2020

Nie każdy ma taką pozycję na rynku muzycznym, by po pięciu latach na nowe utwory czekały rzesze osób. Zastanawiałem się rok temu po pojawieniu się piosenki „Szklane miesięce” Skubasa: „Nie mam dla ciebie miłości” wydane pięć lat wcześniej stało się dość rozpoznawalne. Doszedł na szczyt świętej pamięci Listy Przebojów Trójki. „Szklane miesiące” przeleciały jakoś bez rozgłosu, niezbyt zauważone. Może dlatego, że przez ten czas braku nowości od Skubasa pojawił się Kortez, który wdarł się z kopyta na szczyt w hierarchii „nudziarzy”? Zastrzegam – w tym przypadku nie jest to określenie nacechowane negatywnie, a stwierdzenie dotyczące artystów, których raczej nie kojarzymy z energicznych piosenek.

„Duch” przynosi zmianę charakteru twórczości Skubasa. Znacznie więcej na tej płycie optymizmu i nadziei. Nie są to utwory zachęcające do dołowania się. To jest tak, że warstwa muzyczna stała się pstrokata i dyskotekowa, a w tekstach nie ma refleksji. Jest trochę melancholii, ale szlachetnie brzmiące dźwięki towarzyszą przebijającym się ze słów piosenek spokojem, „mniejszym skonfliktowaniem ze światem”, jak to autor płyty ujął. „Dobrze mi ze sobą” - fragment „Szklanych miesięcy” wydaje się tego potwierdzeniem. Relaks można spróbować znaleźć nawet w dziwnym świecie, o czym traktują „Haitańskie drzewa” - bardzo zwiewne i relaksujące. Radosny, podśpiewujący Skubas – coś nowego.


Akustyczna gitara jest nadal jednym z głównych motorów napędowych albumu, ale słychać tendencję do tworzenia bardzo rozwiniętych i rozwijających się kompozycji. Instrumentalne intro i outro „Pogromców słońc” nie należy do najkrótszych, a mimo to nie nuży, nie dłuży się niemiłosiernie. Słychać folkowe wpływy, np. w brzmieniu gitary na początku „Papierowych uszów”. Kompozycja rozwija się aż do outra przypominającego trochę greckie tańce. Zwraca uwagę sekcja dęta, zresztą nie tylko tu. Akustyczna, elektryczna gitara, dęciaki, trochę syntezatorów, trochę perkusji oraz automatów perkusyjnych i mamy płytę.

Nie tylko w dłuższych utworach postawiono na rozwijanie muzycznego krajobrazu piosenek. Przyjemne początki ładnego „Ojca i syna” czy „Drapacza chmur” narastają, prowadzą do punktu kulminacyjnego, gdzie uderza moc. W drugiej z tych wymienionych kompozycji jest nią pompatyczna perkusja z wojennym zabarwieniem. „Dobrze tam” zaczyna się niepozornie, a potem wchodzi perkusja, bas, zabawy syntezatorem, energiczny refren. Najwięcej dzieje się w najdłuższych piosenkach. O „Pogromach słońc” i „Papierowych uszach” wspomniałem w poprzednim akapicie, ale warto też zwrócić uwagę na „Doskonałego przegranego” posiadającego i balladowe i energiczne elementy i brudne brzmienia. Sporo miejsca na rozwinięcie muzycznej myśli Skubasa i artystów towarzyszących mu na albumie jest w interpretacji wiersza Zbigniewa Herberta „Ballada o tym, że nie giniemy” - dęciaki, przestery, akustyczna i elektryczna gitara. Ale w tym wszystkim też mądre zagospodarowanie kompozycji.

Nowa płyta Skubasa nie odbije się tak szerokim echem jak mogło się wydawać pięć, sześć lat temu. Słuchając „Ducha” myślę, że szkoda. Nieszczęśliwe myśli zastąpiła nadzieja, brzmienie jest jaśniejsze, pozytywniejsze, uduchowione. Przy tym wszystkim nie brakuje muzycznych znaków rozpoznawalnych artysty. Album oferujący dużo dobrych emocji. 

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load