Recenzje

2020-12-11
Sigur Rós - "Odin's Raven Magic"
W oczekiwaniu na nowy album islandzka grupa Sigur Rós wydała zapis pewnego wyjątkowego projektu sprzed 18 lat.
Wykonawca: Sigur Rós
Wytwórnia: Krunk
Rok wydania: 2020

Ten materiał dojrzewał do wydania na płycie 18 lat. To była jedna z największych tajemnic Sigur Rós, jedna z ich „ukrytych” kompozycji, która wybrzmiała na żywo tylko kilka razy, w latach 2002-04. Nazywam to ich „mroczną stroną”, nieznanym obliczem, objawiającym się sporadycznie, poza głównym nurtem. Od czasu ich ostatniego albumu mija już 7 lat; zespół jest w sytuacji przymusowego zawieszenia… najlepszą metodą na aktywność artystyczną jest eksploracja archiwum. Sigur Rós mają mnóstwo materiału skomponowanego do konkretnych okazji – a to jakiś balet, a to film, a to wystawa – wszystko wyjątkowe, ekskluzywne i chwilowe. Przykładem takiej muzyki nagranej na potrzebę chwili, jest EP-ka Ba Ba Ti Ki Di Do, oraz limitowany Hlemmur, ale to tylko czubek góry lodowej. W ostatnich latach doczekaliśmy się wydania chociażby Variations On Darkness i 22° Lunar Halo, abstrakcyjnych, instrumentalnych form ilustrujących konkretne wydarzenia artystyczne. Jednak żadna z tych płyt nie równa się majestatowi i tajemnicy, jaka osnuwa Odin's Raven Magic.

Rozumiem powody, dla których wtedy nie myślano nawet o wydaniu tego na płycie. Zespół był w epicentrum eksplozji swojej gwiazdy, po sukcesie Ágætis Byrjun, tuż przed oczekiwaną premierą ( ). A tu, mimochodem, przyszło im zmierzyć się ze swoimi pra-korzeniami – islandzką Eddą poetycką, a konkretnie jednym z jej najbardziej tajemniczych tekstów, apokaliptycznym poematem Hrafnagaldr Óðins. Gwoli ścisłości, Óðins nie należy do kanonu Eddy, a jego autentyczność była badana i podważana przez literackich naukowców. Ale te rozważania zostawmy uczonym w piśmie; grunt, że nasi bohaterowie stali się częścią projektu, mającego zwrócić uwagę na ich historię i kulturę wysoką, a nie pop-kulturę, która wybuchła dzięki nim i Bjórk... To była lekcja nordyckiej mitologii, z chórami i orkiestrą, śpiewana w języku staronordyckim. Jej efekty zbieramy dziś, gdy triumfy święcą Wardruna, Myrkur i wielu innych. To ten „mrok”, który mocno kontrastował z anielskim obliczem Jónsiego, Kjartana, Georga i Orriego i tej nieskazitelnej muzyki, jaką tworzyli kolektywnie, jako Sigur Rós.


Słowo kolektyw jest kluczowe, albowiem Odin's Raven Magic jest dziełem wielu artystów, należących do „rodziny” Sigur Rós. Osią tego przedsięwzięcia jest Hilmar Örn Hilmarsson, islandzki kompozytor-druid, który już wcześniej wsławił lodową wyspę współpracując z Current 93 i Psychic TV. Drugą postacią jest Steindór Andersen, z zawodu rybak, z zamiłowania poeta i bard, komponujący i śpiewający starymi językami i technikami, w tradycji skaldów. Dalej, María Huld Markan Sigfúsdóttir, nadworna skrzypaczka Sigur Rós z Amiiny (prywatnie małżonka Kjartana); oraz, Páll Guðmundsson, wynalazca i właściciel jedynych na świecie kamiennych cymbałów. Tak przygotowana drużyna rusza na naszych oczach/uszach drogą mitów, snów, i znaków wieszczących apokalipsę, kompozycji pełnych trwogi, zadumy, czarnych chmur i porannych zórz. To islandzki chłód i stoicyzm, ale skrywający piekło – pełne strachu, bólu i koszmaru. Być może na skraju tego piekła tli się obietnica szczęśliwego zakończenia, ale wcześniej musimy przedrzeć się przez okowy lodu, chłodu i wiecznej ciemności.

Odin's Raven Magic to niezwykła płyta, delikatna i mroczna, ale może nie przypaść do gustu tym, którzy nie lubią tej „ciemnej” strony Sigur Rós. Jónsi i przyjaciele są tutaj jakby gośćmi na własnej imprezie; pierwsze skrzypce to filmowy dramatyzm HOH’a (z którym znają się od czasu soundtracku do filmu Angels of the Universe). Dalej, Steindór – jego niski głos w kontrastującym duecie z falsetem Jónsiego (grali już razem na EP-ce Rímur). Jeszcze dalej, cała ta konstrukcja muzyki współczesnej, opartej nie na harmoniach, lecz kontrastach, atonalności, dysonansie, abstrakcji, nagłych zmianach i tym pociągającym „chłodzie”, jakże pasującym do Islandii. A jednak gdzieś za tym mrokiem i powagą czai się uśmiech i szczęście. Gdy muzyka się kończy, słyszymy oklaski i radość widowni; zupełnie zapomniałem, że słuchamy wykonania na żywo! To najlepszy dowód na to, jak wciągająca, intrygująca i pochłaniająca potrafi być ta muzyka. Należy ją jednak pochłaniać wyłącznie w warunkach pełnego skupienia, niemalże bibliotekarskich, gdyż jest to, w zasadzie, muzyka poważna.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load