Recenzje

2020-12-29
Nothing - "The Great Dismal"
Amerykańska grupa Nothing zakończyła 2020 rok premierą znakomitego albumu "The Great Dismal", który jest jednym z kandydatów do miana albumu mijającego roku.
Wykonawca: Nothing
Wytwórnia: Relapse Records
Rok wydania: 2020

Ta okładka nie zapowiada arcydzieła; co więcej, ten jegomość przypominający Warrena Ellisa i bezdomnego z Mulholland Drive, sugeruje zgoła inne brzmienie niż te, którego jest wartownikiem. Nothing nigdy nie mieli ciekawych okładek; fronty ich płyt zawsze zniechęcały do zapoznania się z muzyką, lub przynajmniej nie wzmacniały jej przekazu. Nie inaczej jest i teraz; aczkolwiek, mocno pomyli się ten, kto nie sięgnie po The Great Dismal. To nie tylko najlepszy, najdojrzalszy, najlepiej rozwinięty album Nothing, ale także jedno z największych muzycznych zaskoczeń tego roku. Być może okładka potęguje to zaskoczenie; to intrygujące, mroczne, odpychające zdjęcie skrywa muzykę delikatną, frapującą, ale niepozbawioną zębów, dynamiki, przebojowości i prób doświadczalnych. Jedno jest pewne - The Great Dismal jest płytą, o którą im od początku ‘chodziło’, która, choć nie przynosi radykalnych zmian wobec poprzednich 3 albumów, jest ich zwieńczeniem i nową jakością.

Nothing to wizja Domenica Palermo, kreującego wokół siebie atmosferę geniusza przy pracy (Anton Newcombe), króla melodramatu (Brian Molko) i milczącej duszy zespołu (Stuart Braithwaite). Ich brzmienie to shoegaze żywcem przeniesiony z lat 90, wymieszany z prawidłami amerykańskiej alternatywy czasu post-grunge. Nothing są duchowymi dłużnikami zarówno Slowdive, co The Smashing Pumpkins, a źródła inspiracji Palermo należy szukać i na Loveless, i na Nevermind. Mimo to, Palermo i jego kompanom udało się uzyskać coś bardzo ważnego, co wyróżnia ich zespół spośród anonimowej chmury hałasu; dołożyli do tego garażową skromność, depresyjne teksty, oraz wciąż atrakcyjne wyczucie kontrastu delikatności i dynamiki swoich kompozycji. Ich numery to raptowne skoki pomiędzy ciszą a hałasem (lekcja muzyki od Pixies i Sonic Youth), bolesne acz malownicze refreny w stylu paradise is always somewhere else, oraz ta spajająca album motoryka i ciepły prąd. 

Wszystko to, co znamy z poprzednich płyt Nothing pozostaje w mocy na The Great Dismal. To, co ulega zmianie, to natchnienie, wizja, przebojowość i spójność krążka. Nigdy wcześniej Nothing nie byli tak pewni siebie, odważnie czerpiąc i przekazując moc tajnych źródeł, oraz otwierając się na impulsy płynące spoza swojej strefy komfortu. Wystarczy posłuchać wprowadzenia w postaci „A Fabricated Life”, aby poczuć chłodny powiew świeżości. Ta szara senność zostaje przerwana już przy „Say Less”, gdzie Nothing rozdają znajome karty, ale w inaczej oświetlonym, urządzonym, pachnącym pomieszczeniu. Każdy kolejny numer to pięść i pocisk; „April Ha Ha”, „Catch A Fade”, „Famine Asylum” nie pozostawiają wątpliwości, co do potencjału krążka. Epicentrum wydarzeń i najwyższym punktem płyty pozostaje „In Blueberry Memories” - tu Nothing osiągają poziom magii, jaka zapisuje się na stałe w sercach słuchaczy, tak dźwiękami i słowami, co obrazami i emocjami. Bez odwrotu.

The Great Dismal jest płytą natchnioną, o wypracowanym brzmieniu i smaku; pociąga emocjami i introwertyzmem, ale też kunsztem i dyscypliną. Niezwykle cieszy dalszy renesans fuzzującej, przesterowanej gitary, ale też dynamicznej sekcji rytmicznej, która unosi ją nad puszyste chmury. Palermo potrafi zaczarować – aż widać te szare przestrzenie, wśród których młodzi muzycy malują dźwiękiem wszelki koloryt i spadające obrazy. To tylko iluzja – chwila zapomnienia, oczyszczenia, przelotu ponad spaloną łąką, na końcu której czeka nas powrót na tą samą, rozoraną, starą ziemię. Łatwo jest zapomnieć o upływie czasu i aż szkoda, gdy po „Ask The Rust” dym opada, ukazując ten docieplony, szary garaż, w którym nasz sen przez cały czas miał miejsce. The Great Dismal otwiera przed Nothing nowe możliwości; takie, jakie Lost In The Dream przed The War on Drugs. Czy wejdą w to przekonamy się za dwa lata. Póki co, mamy jeden z ‘krążków roku’, do którego trzeba wracać.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load