Recenzje

2021-04-04
Tomahawk - "Tonic Immobility"
To była kwestia czasu, kiedy usłyszymy jakąś covidową płytę od Mike’a Pattona. Tomahawk wydaje się być idealnym projektem na taką okazję; alternatywna super-grupa, utworzona dawno temu z potrzeby chwili, tu i teraz, bez żadnych dalekosiężnych planów.
Wykonawca: Tomahawk
Wytwórnia: Ipecac / PIAS Poland
Rok wydania: 2021

Tytuł ich nowego krążka, nagranego w rzeczywistości pandemicznej, mówi wszystko. A samo brzmienie albumu nie pozostawia wątpliwości: jesteśmy zamknięci, jesteśmy wkurwieni, ale potrafimy wykorzystać to do dobrych celów i nagrać kawał muzyki, jakiej wszyscy teraz potrzebujemy. W oczekiwaniu na szczepionkę biologiczną, Tomahawk serwuje nam szczepionkę mentalną: 40 minut wściekłych pięści węża, nie bez wielu gorzkich słów, ale i typowo pattonowskiego poczucia humoru wobec podupadłego świata.

Tonic Immobility da się rozpatrywać na wielu poziomach, jak wszystko, w co zamieszany jest Patton. To przede wszystkim mocne uderzenie amerykańskiej alternatywy, z korzeniami w latach 90-tych, a nawet jeszcze wcześniej, w punku. O sile głosu Mike’a nikogo nie trzeba przekonywać, a ta z wiekiem bynajmniej nie słabnie. To wciąż ognista kula krzyku, śmiechu i barwnych tekstów, piorąca mentalne brudy tego świata i ludzkiej głupoty, ślepoty i chciwości. Ale nie on sam rozdaje tu karty; drugą stroną medalu jest gitara i keyboard Duane’a Denisona (wspieranego przez Paula Allena z The Heads). To ich kombinacja stanowi tu zaczyn całości, jego siłę, klaustrofobiczność, humor, oraz przekaz. Sekcja rytmiczna to John Steiner i Trevor Dunn. Ot, cała filozofia. A jednocześnie, ile kolorów i radości.

Tonic Immobility to nie tylko gniewna alternatywa, uderzająca dynamitem jak Rage Against The Machine, ocierająca się o hardcore punk; to także ogromny bagaż osłuchania, jaką każdy z muzyków Tomahawk prezentuje. Nie ma się co oszukiwać; Patton i jego drużyna to nie banda dzieciaków z garażu w Kalifornii, lecz obyci muzyczni intelektualiści, o talencie równie wielkim, co doświadczeniu. Tonic Immobility, jak i cały Tomahawk, jest tworem równie spontanicznym, co szczegółowo przemyślanym. Tu nic nie jest przypadkowe; to wypadkowa intelektualnych pokładów, jakie ci goście w sobie pielęgnują. Dzięki nim, Tonic Immobility jest płytą zarówno dalece dynamiczną, jak i bardzo ‘domową’, transmitującą swój przekaz z jednego zamknięcia do tysięcy innych zamknięć na świecie.

Dodatkową siłą Tonic Immobility jest jej przebojowość. To nie jest ‘trudna’ muzyka; to coś, czego wręcz warto słuchać raz po raz. Mnóstwo tu świetnych numerów, dobrze wyważonych, takich jak „Dog Eat Dog”, „Predators And Scavengers”, czy „Doomsday Fatigue”. Największą ozdobą pozostaje jednak „Business Casual”, porywający pamflet na amerykański ultra-konsumencki kapitalizm. To cały ten album w pigułce; a te wtrącenia, funkowo-metalowe, hardcorowe, improwizowane i scenograficzne, to w zasadzie kwintesencja Tomahawku. Dobrze jest ten krążek usłyszeć i poczuć, że w tej dziwnej sytuacji, w jakiej się znajdujemy, nie jesteśmy sami; mało tego, są tacy muzycy, ci nasi mentalni stróże, którzy są gotowi nagrywać w trybie pracy zdalnej, aby przedstawienie trwało dalej.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load