Recenzje

2021-04-06
Kaśka Sochacka - "Ciche Dni"
Debiutancki pełnowymiarowy album Kaśki Sochackiej to jedna z najbardziej oczekiwanych polskich premier płytowych pierwszego półrocza 2021 roku.
Wykonawca: Kaśka Sochacka
Wytwórnia: Jazzboy Records
Rok wydania: 2021

„Kortez w spódnicy”. Debiutancka ep-ka „Wiśnia” z 2020 roku wystarczyła, by pojawiły się pierwsze próby zaszufladkowania Kaśki Sochackiej. Ta konkretna miała swoje podstawy. Wyliczmy sobie. Klimat. Ta sama wytwórnia (Jazzboy Records). Ten sam dziennikarz, który wypuścił w eter i „Zostań” Korteza i „Wiśnię”, po czym zdarzenia przybrały rozpęd kuli śnieżnej (Piotr Stelmach, wtedy śp. radiowa Trójka). Ta sama osoba pomagająca przy tekstach (Agata Rafalska). Uczestnictwo w tym samym talent show („Must Be The Music. Tylko muzyka” – u Korteza skończyło się na castingu, u Sochackiej na półfinale). Jakby tego było mało, Kortez zaprosił Sochacką na swoją trasę i razem wykonywali na koncertach „Wiśnię”.

Dziś można już bez wahania napisać, że ten utwór stał się punktem zwrotnym w karierze Sochackiej. Dla wielu osób, w tym dla piszącego te słowa on i debiutancka EPka (kompozycje z niej znalazły się na dwupłytowej edycji specjalnej) były pierwszą stycznością z artystką. To wejście smoka rozbudziło apetyt, ale jednocześnie spowodowało wzrost oczekiwań. W przypadku przeciętnego debiutu trochę przymykamy oko, szukamy pozytywów pozwalających na opinię, że z tej mąki może być w przyszłości chleb. Tu już na dzień dobry wielu spodziewało się co najmniej dobrego krążka, takie mam wrażenie. Poprzeczka zawisła wysoko. I udało się ją przeskoczyć.

O „Wiśni”, o tym, że wszystko tam niesamowicie zagrało, napisano już wiele. Od niej wszystko się zaczęło i ona w pewnym sensie symbolicznie zaczyna album. Można też zacząć od niej pisanie o najlepszych momentach płyty. Szukając kolejnych, przenieśmy się na koniec. „Balkon” – jakie piękne zakończenie. Przejmujące, minimalistyczne, wyciszające, świetne. Aranżacyjnym przeciwieństwem jest „Boję się o Ciebie” z udziałem Vito Bambino, w którym dzieje się dużo jak na standardy tego materiału. Mandolina, dęciaki, gitarowy riff, dynamika. Trzyminutowy strzał. Nie dziwię się, że wybrano go na singiel. Mnie złapał mocno. „Dla mnie to już koniec”, czyli duet z Kortezem wielu wprawi w ekstazę, określą go jako duet z marzeń. Również z powodu wspomnianych wcześniej powiązań. Sam utwór spokojny, melancholijny, oparty na posępnym syntezatorze – ważnym elemencie krążka. To niejedyny moment z Kortezem, bo udziela się też grając na basie w „Cichych dniach”. W bardzo ładnym, chilloutowym utworze, w którym pojawia się nucący Dawid Podsiadło.


Czy Kaśka Sochacka to nowy Kortez? „Ciche dni” nie są płytą opartą na fortepianie. „Dla mnie to już koniec” ma coś z kortezowego brzmienia. Ale niełatwo byłoby tak napisać choćby o zwiewnym „Z soboty na niedzielę” z wesołym zabarwieniem muzyki. Dęta końcówka tej kompozycji przypomina klimat kapeli Beirut. Szukając innych skojarzeń zagranicznych – „Spędź ze mną trochę czasu jeszcze” muzycznie i klimatycznie przywołuje Cigarettes After Sex. Intymna, spokojna, przyjemna kompozycja. Wracając do porównań z Kortezem, można ich poszukać w tekstach, a dokładniej w podobnej wrażliwości i tematyce. To są piosenki o miłości. O czułości, obawach, potrzebach, rozstaniach. Artystka mówi o stworzeniu setek, tysięcy wierszy. Widać po tekstach na albumie warsztat, że kryją się za nimi historie i są pisane z serca. Sporo osób będzie się z nimi identyfikować. Nie wspomniałem jeszcze o bardzo dobrym „Nie było Cię” – rozmarzonej piosence podszytej nutką melancholii i smyczków. „Mróz” pojawia się w aranżacji pasującej do „Cichych dni” bardziej niż wersja z 2014 roku (zamieszczona na drugiej płycie w edycji specjalnej), a „Znowu jestem w punkcie, który dawno temu już minęłam” niby spokojnie płynie, ale ma zapamiętywany gitarowy motyw. Jak widać, nawet w słabszych momentach można znaleźć coś, o czym można napisać.

Kilkuletnia droga prowadząca do wydania płyty była pełna zakrętów. Jeden utwór sprawił, że Kaśka Sochacka stała się dla rzeszy ludzi kolejną polską nadzieją muzyczną. Trafiła na osoby, które pomogły w szlifowaniu talentu. I tym albumem melduje się pewnie. Potwierdza, że oczekiwania nie były wyssane z palca. Myślę, że zobaczymy go pod koniec roku w różnych rankingach podsumowujących rok. Poruszy czułą strunę u niejednego odbiorcy.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load