Recenzje

2016-04-20
Lush - "Blind Spot"
Jedni z klasyków nurtu shoegaze, który największe sukcesy odnosił w pierwszej połowie lat 90. ubiegłego wieku, powrócili z nowym wydawnictwem po 20 latach fonograficznej ciszy. I zrobili to w wielkim stylu.
Wykonawca: Lush
Wytwórnia: Edamame Records
Rok wydania: 2016

Przez 2 dekady nic nie wskazywało na to, że jeszcze kiedyś usłyszymy o Lush w kontekście nowych nagrań. Schyłkowy okres działalności zespołu w latach 90. był jednym pasmem klęsk i dramatów. Album "Lovelife" z 1996 roku, który miał przynieść zespołowi pierwszy komercyjny sukces okazał się sprzedażową klęską. Jesienią tego samego roku samobójstwo popełnił perkusista zespołu Chris Ackland. Pozostali członkowie Lush postanowili rok później zakończyć działalność zespołu. Miki Berenyi w ogóle zerwała z branżą muzyczną, Emma Anderson grała przez chwilę w projekcie Sing Sing, zaś basista Phil King udzielał się w koncertowych składach Jesus And Mary Chain. 

Gdy w ubiegłym roku Lush ogłosił reaktywację, mało kto przypuszczał, że jeszcze przed letnimi, tegorocznymi występami festiwalowymi (m.in. na katowickim OFF Festival) zespół wyda nowy materiał studyjny. Premiera ep-ki "Blind Spot" odbyła się bez większej kampanii reklamowej i przeznaczona była raczej dla wtajemniczonych. A szkoda, bo te cztery kompozycje, które trafiły na "Blind Spot" nawiązują do najlepszych i najpiękniejszych dokonań Lush z przeszłości. 

Oczywiście nikt nie oczekiwał, że Lush dokona rewolucji w swoim brzmieniu i zaskoczy nas czymś nowym. Każda z piosenek na "Blind Spot" mogłaby znaleźć się na którymkolwiek z albumów grupy. Wszyscy mamy świadomość, że chodzi tu o nic więcej jak o nostalgiczny powrót do przeszłości. Jednak Lush zrobił to w znakomitym stylu stawiając bardziej na zamglony, melancholijny nastrój. Trzy z czterech kompozycji na tym wydawnictwie utrzymane są w wolnym tempie i jedynie w najbardziej popowym "Burnham Beeches" zespół "podkręca" tempo. Uroku piosenkom dodają piękne wokale Berenyi i Anderson. Do tego charakterystyczne, przestrzenne brzmienie gitar, gdzieś w tle pojawiają się delikatne dźwięki instrumentów klawiszowych, skrzypiec ("Rosebud"), trąbki ("Burnham Beeches"). I przede wszystkim TE melodie! Każda z piosenek zostaje na długo w głowie słuchacza i naprawdę trudno jest się od nich uwolnić (polecam kilkukrotne przesłuchanie "Out Of Control"!). 

Po takim strzale w dziesiątkę jakim jest "Blind Spot" nie wyobrażam sobie, by Lush nie wydał pełnego albumu. To wydawnictwo zostawia ogromny niedosyt i byłoby po prostu nie fair ze strony zespołu, gdyby tego dalej nie pociągnął. O przyjęcie na letnich festiwalach jestem spokojny. Mam nadzieję, że zdopinguje to muzyków do jak najszybszego ponownego wejścia do studia nagraniowego. 


Autor: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load