Recenzje

2016-05-06
Haken - "Affinity"
"Zamiast pompy i ognia te deum laudamus i requiem, „Affinity” serwuje bezpieczny spacer po nienagannych technicznie acz nieciekawych w emocjonalnym rozrachunku kompozycjach" - to między innymi możemy przeczytać w recenzji nowej płyty Haken.
Wykonawca: Haken
Wytwórnia: InsideOut Music
Rok wydania: 2016

W rocku progresywnym nie ma miejsca na złote środki. Zarówno u klasyków, jak i ich spadkobierców zasady są proste: ma być przesadnie, pompatycznie i pretensjonalnie. Kompozycje mają trwać po kilkanaście minut, w trakcie których poruszone zostanie wiele tematów przy bardzo wielu zmianach tempa. Zaś w progresywnym metalu to wszystko ma być jeszcze powiększone o „podwójną stopę” perkusyjną, wokalistę kruszącego głosem lód na szczycie Annapurny, oraz gitarzystów o czterech ramionach. Muzyka ma być twarda jak skała, mroczna jak kratery w Turkmenistanie, oraz abstrakcyjna jak potoki świadomości Jamesa Joyce’a. Bez kompromisów i bez schodzenia z biegu.

Haken to brytyjska ekipa prog-metalowa, która od blisko 10 lat podejmuje się arcytrudnego zadania tchnięcia czegoś nowego w konserwatywne annały tego zakątka muzyki rockowej. Tam, gdzie ojcowie chrzestni gatunku tacy jak Dream Theater już dawno przetrawili własny ogon, tam Haken z albumu na album usiłują zaimpregnować starą glebę nowymi elementami.  Od samego początku albumu „Affinity” jasne jest, że zespół stawia na obecność elektroniki. I to bez kompromisów i laptopów – tylko na rasowe syntezatory i vocodery z lat 80. Jest to niewątpliwe novum, którego zastosowanie wielu wytrawnych fanów może poczytać za pakt z, nomen omen, diabłem.

Jednakże, zamiast pompy i ognia te deum laudamus i requiem, „Affinity” serwuje bezpieczny spacer po nienagannych technicznie acz nieciekawych w emocjonalnym rozrachunku kompozycjach. Jest to definicja złotego środka, obszaru zrównoważonego gdzieś pomiędzy wieloma inspiracjami i wzorcami. Bez trudu odnajdziemy tu elementy charakterystyczne dla wielu dziedzin progresywnego grania. Jednakże żaden z nich nie zabiera nas na drugą stronę – do samego końca. Jest mrocznie, ale nie tak jak u Opeth. Jest kosmicznie, ale nie aż tak jak Devin Townsend Project. Bywa epicko, ale epickość definiują nagrania Ayreon. Bywa wręcz popowo – ale to już grali Genesis i Yes w latach 80.  

Podsumowując, Haken wydali krążek wart uwagi. Podobnie jak wielu im podobnych muzyków, którzy łączą marzenia z ambicjami i bezczelnością. Zasłuchani w kanon rocka, chcą pokazać, że oni też tak potrafią. Dotyczy to zarówno prostszych w przekazie punka i rock’n’rolla, jak i bardziej skomplikowanych i wymagających form rocka progresywnego. Problem w tym, że o ile w punku i rock’n’rollu schematy i sztampa są elementem modus operandi, tak rock progresywny ma z definicji rozwijać temat. Chwała Haken za pracę i „czyn aktywu”; ja jako słuchacz, jednakże, mam zbyt duży wybór, aby zatrzymać się nad tym krążkiem na dłużej niż chwilę. 

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load