Recenzje

2016-05-07
Shy Albatross - "Woman Blue"
Natalia Przybysz, łącząc siły z Raphaelem Rogińskim, Hubertem Zemlerem i Miłoszem Pękalą, penetruje kolejne rejony muzyki lat 60, osadzonej w duchu psychodelii, folk rocka, czy bluesa.
Wykonawca: Shy Albatross
Wytwórnia: Warner Music
Rok wydania: 2016

Już sama nazwa projektu idealnie koreluje z zawartością muzyczną „Woman Blue”. Po dość energetycznych solowych płytach „Kozmic Blues: Tribute To Janis Joplin” i „Prąd”, starsza z sióstr Przybysz przeniosła się z Nieśmiałym Albatrosem w klimaty bardziej wyciszające, choć wciąż mające w sobie nerw i ciepłą energię. Już otwierający, singlowy „Moonlight” przywodzi na myśl delikatne około-folkowe klimaty, przypominające trochę dokonania Joni Mitchell, Stevie Nicks, czy za sprawą gitary Raphaela – Tracy Chapman. Utwór nieśpiesznie płynie, prowadzony delikatnym, nieco zamglonym rytmem, wprowadzając w późnoletnią atmosferę. Kolejny „Blind Man Stood On The Way And Cried.” przynosi już więcej niepokoju, a psychodeliczny nastrój podsumowuje bujne solo Miłosza na wibrafonie. Zaś krótkie „Lonely Woman” ujmuje leniwym, bluesowym flow i delikatnym wokalem Natalii. „See See Rider” to już więcej promyków słońca. Zachodzącego, ale wciąż gorącego. Smutny tekst dominuje nad wybijanym rytmem werbla, prostą gitarą, koronkowym wibrafonem i długim basem w refrenie. Dodatkową ozdobą jest tutaj brzmienie afrykanskiego n’goni, na którym nienachalne solo zapodał Raphael. Z kolei natchniony „Dink's Song”, prowadzony wysokim głosem Natalii, przywodzi na myśl projekt „Unledded” duetu Page/Plant. Zaś kolejne kapitalne solo Raphaela dopełnia wielobarwnej, hipisowskiej aury. Skocznością i rytmicznością zaskakuje natomiast „Good Bye Mother Blues”, wprowadzając w drugiej części sporo klimatu orientalnego. Rozbudowuje go także kolejny, transowy „Salangadou”, w którym prym wiodą Miłosz, obsługujący santur oraz Hubert, dopełniający punktowymi dźwiękami balafonu. Pięknie na tym tle wypada delikatny, przejmujący i indyjsko pobrzmiewający „Down In The Valley”, gdzie Natalia prowadzi całość swoim zwiewnym głosem. Płytę puentuje zaś niespieszny, bluesowy „No More Mournin'”. Jack White mógłby pozazdrościć umiejętności budowania nastroju.

„Woman Blue” to raptem 38 minut, przepełnione zmianami klimatów, temperatur i emocji. Nie jest mocno, ale silnie. I choć płyta pojawiła się wiosną, idealnie nadaje się na długie letnie wieczory.

Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load