Recenzje

2016-05-24
Here On Earth - "In Ellipsis"
Debiutancki album katowickiego Here On Earth “In Ellipsis” powstawał przez ponad dwa lata. Może to i dobrze, bo muzyka zawarta na tym długograju oprócz dość oczywistych odniesień, prezentuje się całkiem okazale.
Wykonawca: Here On Earth
Wytwórnia: Here On Earth
Rok wydania: 2016

Zaczęło się w 2013 roku. Rotacje w składzie, granie, wreszcie komponowanie, które zajęło najwięcej czasu. W lipcu 2015 tylko w formie cyfrowej ukazał się czteroutworowy mini-album „Day.One EP”, który z jednej strony zapowiadał, a z drugiej informował, z czym możemy mieć do czynienia w przyszłości. Wieje na nim bowiem starą Anathemą, równie starym Toolem, chwilami Porcupine Tree, a nawet naszym Riverside. Obecnie wydany „In Ellipsis” to rozwinięcie ep-ki, które przynosi nieco poprawiony dźwięk i o połowę utworów więcej.  Płytę rozpoczyna „plemienny” w rytmie „Time”, który smutnym, lamentującym chwilami głosem Krzysztofa Wróbla lokuje numer we wczesnej twórczości Riverside i Anathemy. Urzeka jednak ogólnym aranżem, nie stroniącym od mocnych rockowo-progresywnych pasaży. Co innego następny „Pearls Before Swine”. Tutaj kłania się stary Tool na wysokości „Undertow”, czy nawet „Aenimy”. Otwierającego riffu Adam Jones z może nie pozazdrości, ale uśmiechnąć się powinien. Utwór utrzymany jest w spokojnym, melancholijnym nastroju, który dopełnia wokal Krzysztofa. Z kolei „Liquid Diamond Lipstick” charakteryzuje nieco łagodniejszą aurą, „migotliwym” klawiszem i (jednak) progrockowymi gitarami. Ten numer najbardziej może kojarzyć się z twórczością Riverside, zwłaszcza, że głos Krzysztofa bardzo przypomina w nim barwę Mariusza Dudy. Interesująco na tym tle wypada „Incident”, który swoim niepokojącym nastrojem i mocniejszymi partiami gitar, przenosi muzykę na płycie w bardziej ponure rejony. Natomiast „Ghost TV” i następujący po nim „Underduty” mają w sobie znacznie więcej chwytliwości. Dzieje się to pomimo zróżnicowanych brzmień gitar, które na zmianę malują dźwiękami pierwszy plan, by chwilę później stworzyć tło dla reszty instrumentów („Ghost TV”) i wysokiego głosu wokalisty („Underduty”). Kulminacją płyty jest w pewnym sensie utwór tytułowy, który spaja powyższe elementy, odpowiednio je wyważając. Numer nienachalnie wlewa się do ucha, nie powodując zbytnich podrażnień. Przeciwnie – czerpiąc z anathemowej umiejętności łączenia mocnych gitar z atmosferycznymi melodiami, wywołuje poczucie ukojenia. Zaskakuje tylko jego dość niespodziewane, urwane zakończenie. Wisienką na torcie jest natomiast zamykający płytę ponad ośmiominutowy „Hereafter”, który jest świetną, wielobarwną puentą dla całości, czerpiącą zarówno z progrocka, jak i z twórczości np. The Cure, Coldplay, czy Duran Duran (jeden z fragmentów bardzo przypomina ich „Ordinary World”). Fortepianowa coda wypada po prostu ujmująco.

„In Ellipsis” udanie prezentuje zarówno fascynacje, jak i możliwości Here On Earth. Biorąc pod uwagę, że muzycy zadbali o każdy aspekt płyty, wliczając w to zarówno produkcję, jak i szatę graficzną (brak tekstów trochę jednak boli) – szacunek się należy. Prawdziwym sprawdzianem dla zespołu będą jednak przede wszystkim koncerty i następny materiał.

Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load