Recenzje

2016-06-14
Band of Skulls - "By Default"
Brytyjska grupa Band Of Skulls wydała nowy album zatytułowany "By Default". Jakub Oślak napisał dla nas recenzję tego wydawnictwa.
Wykonawca: Band of Skulls
Wytwórnia: BMG
Rok wydania: 2016

Innowacyjność w muzyce rockowej bywa rzeczą problematyczną. Muzycy chcą stale ulepszać swoje brzmienie, odkrywać nowe terytoria oraz przedstawiać świeże pomysły. Nadmierne nowatorstwo, jednakże, czasem napotyka chłodny opór fanów, którzy nie akceptują wysokich skoków temperatur. Muzyka rozrywkowa – swoisty oksymoron – to często sztuka kompromisu artystycznych aspiracji muzyków z zadowalaniem swoich fanów, przyzwyczajonych do pewnych standardów brzmienia. Nowy album Band Of Skulls to właśnie dzieło tej sztuki – bardzo udany album, przebojowy i zarazem zaskakujący, oraz niekoniecznie łatwy do zaakceptowania od pierwszego wejrzenia.

„By Default” to czwarty album zespołu, a zarazem pierwszy w barwach wielkiej wytwórni. Poprzednie trzy krążki uformowały solidny fundament ich brzmienia – zaraźliwie chwytliwą mieszankę garażowego boogie z klasycznie psychodelicznymi odjazdami w stylu Jefferson Airplane. Ich muzyka jest przesiąknięta aromatem Kalifornii, co nie jest czymś typowym dla zespołów brytyjskich. Po trzech albumach, utrzymanych w zbliżonej estetyce i logicznym ciągu, przyszedł czas na coś nowego. Już okładka sugeruje, że będzie inaczej; logo giganta płytowego ostrzega – bardziej mainstreamowo. Tylko czy w czasach gdy muzykę dostarczają aplikacje, coś takiego jak mainstream nadal istnieje?

Poniższą płytę należy przyjmować tylko i wyłącznie w całości. Nie jest to żaden concept-album, ale wyjęcie poszczególnych piosenek z kontekstu może być dla nich krzywdzące, a dla słuchacza mylące. Jeśli weźmiemy np „Back Of Beyond” można dojść do wniosku, że zespół porzucił swój dotychczasowy styl i zaczął grać jak Robert Palmer albo Billy Joel. Z kolei „Tropical Disease” to kawałek żywcem wzięty z klasycznych seriali szpiegowskich jak „Święty” czy „Człowiek z U.N.C.L.E.” Zaraz za nim czai się „So Good”, który jest doskonale tanecznym, dyskotekowym hymnem. A cały krążek wieńczy „Something”, które mógłby spokojnie sygnować Prince. O co tu chodzi?

Ta płyta mówi wyraźnie: jesteśmy ulepieni z bardzo różnej gliny; czerpiemy inspirację z wielu źródeł i nie zamykamy się w czterech ścianach stylu, oczekiwań, sztampy i schematów. Fanom ma prawo nie przypaść do gustu, gdy lubiany przez nich zespół nagle przestawia im szyki. Przygodni sympatycy ich muzyki też nie łykną tego krążka bez popijania – jest zbyt różnorodny i „pomysłowy”. Ale po kilku sesjach można być pewnym – to doskonała, prowokująca płyta, która nie odbiega znowu aż tak daleko od dotychczasowego dorobku Band Of Skulls, jak mogłyby sugerować pojedyncze piosenki. To rodzaj wyzwania rzuconego pod nogi fanów, w trakcie którego nikt nie zazna nudy.  

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load