Recenzje

2016-07-06
DJ Shadow - "The Mountain Will Fall"
Jakub Oślak zrecenzował piąty album w dyskografii amerykańskiego producenta i didżeja DJ Shadowa.
Wykonawca: DJ Shadow
Wytwórnia: Mass Appeal
Rok wydania: 2016

Powiem od razu wprost - nowa płyta DJ'a Shadowa nie tylko nie zachwyca, ale zwyczajnie nudzi. To przepakowane sztuczkami, ziejące brakiem spójności dzieło byłego wizjonera, zagubionego w wykreowanej przez siebie rzeczywistości. Za debiutanckie  "Entroducing....." Shadowowi należy się pomnik; to epopeja hip-hopu z czasów gdy muzyką rządziła elektronika i sampling. Shadow był autorytetem, jego samplowany hip-hop podobał się nawet twardogłowym rock'n'rollowym wyjadaczom, którzy nazywali go Jimmy Page'm samplera. Kolejne krążki nie były aż tak pionierskie (światło można odkryć tylko raz), ale przynajmniej były hitami nowych brzmień. Shadowa chwalono za mariaż światów, za odwagę i wyobraźnię, no i za nieprzebraną wiedzę. W końcu aby ułożyć tak misterną mozaikę dźwięków trzeba się niezdrowo dużo nasłuchać. 

Oddajmy jednak nowej płycie należny szacunek. "The Mountain Will Fall" brzmi dojrzale i bardzo współcześnie. Słuchając jej obok "Entroducing" nie można nie dostrzec wielkiego skoku technologicznego i estetycznego jaki uczyniła ta muzyka przez 20 lat. To z pewnością duża zaleta "The Mountain..." - brzmi świeżo, pachnie jak berlińskie precle, zachęca do wgryzienia się weń w słoneczny poranek. Po drugie, nie jest to krążek odrealniony, wyjęty z czarnej dziury ku zażenowaniu słuchaczy; to idealna odpowiedź i sukurs dla współczesnego pokolenia, które niczego nie szuka. To pchanie muzyki naprzód, ale w kierunkach bardzo łatwopalnych, gdzie nowe iskry szybko niwelują dawne fascynacje w kupki popiołu. Po trzecie, to próba pokazu siły hip-hopu nowoczesnego, w kwadrach dubstepu czy trapu. To mocne uderzenie o bardzo wysokim napięciu, elektryzujące i zarażające epileptyczną rytmiką. To wreszcie gościnny udział Run The Jewels, którzy pokazują jak należy rapować do tak niełatwej muzyki. 

Zatem, w czym rzecz? Gdzie ta nuda, gdzie ta wsteczność? Po pierwsze w tym, że Shadow niczego nowego tu nie odkrywa - a co gorsza - podąża szlakami wytyczonymi przez innych. Gdyby ta płyta ukazała się 10 lat temu... Po drugie, jego tricki samplingowe stają się coraz bardziej przewidywalne i trywialne; nikogo już nie bawią kawałki płyty z instruktażem tańca, podczas gdy swego czasu ozdabiał swoje kalkomanie np fragmentami "Stratosfery" Tangerine Dream. Po trzecie - i najważniejsze - ta płyta zwyczajnie nie bawi. Słychać sztukę, czy tez intencje sztuki, słychać kunszt i warsztat. Ale co z tego gdy żadna z części ciała nie cieszy się z rytmów, a głowa sprawdza czy daleko jeszcze do końca. Należy poznać, tak - i przekonać się samemu. Ja wolę starego Shadowa, wtedy gdy wyznaczał rzeczywistość, a nie ją dokumentował. 


Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load