Recenzje

2016-08-08
Blues Pills - "Lady In Gold"
Blues Pills powracają z nową płytą, która nie powinna być dla nikogo zaskoczeniem. Szwedzi kontynuują dziarsko rozpoczęty marsz po złote runo w labiryncie rockowego panoptykonu.
Wykonawca: Blues Pills
Wytwórnia: Mystic
Rok wydania: 2016

Ich metoda jest jasna - rewitalizujemy brzmienie hippisowskiego rocka przełomu lat 60 i 70, łączącego elementy psychodelii, soulu, bluesa, oraz mocniejszego uderzenia. Spośród najbardziej oczywistych inspiracji można jednym tchem wyróżnić Jefferson Airplane, Shocking Blue czy Fleetwood Mac. Pytaniem retorycznym pozostaje, czy recykling muzyki sięgając za 20-30 lat po zespoły nam współczesne odnajdzie w nich choć trochę własnej tożsamości.

Póki co nie powinno być to dla nikogo zmartwieniem; w przeciwnym razie może nam umknąć bardzo dobra i ciekawa płyta. "Lady In Gold" to podróż w czasie, do krain gdzie brud mieszał się z zielenią, a policja przepędzała kolorowe tłumy z parków San Francisco. To fabryka Andy Warhola, oraz krew na podłodze Hotelu Chelsea w Nowym Jorku. To blaski i cienie epoki coraz bardziej nam obcej, której etos łatwo jest przetłumaczyć na język współczesności. Żyjąc w czasach o jakich mógł śnić jedynie Stanisław Lem, młodzież łaknie ucieczki równie mocno co 50 lat temu. Gdy czasu nie da się juz bardziej wyprzedzić, może warto go choć trochę zawrócić?

Blues Pills odnajdują w urokach muzyki rockowej pewien wspólny mianownik, który czyni ją ponadczasową i ponadpokoleniową. To dobra nowina wysłana z innego czasu wprost do serc i dusz, które z jednej strony umieją odnaleźć telefonem wegańskie bary w Katowicach, a z drugiej boją się włączyć telewizję z obawy przed kolejnymi zamachami czy kryzysami gospodarczymi.  "Lady In Gold" to płyta z przekazem estetycznym, jak i duchowym. To krążek, który zrywa zasłonę iluzji czasu, ukazując trzecią drogę widoczną jedynie w snach. To rock, który woła o pokój w sercu, od którego przecież wszystko wokół nas się zaczyna. 


Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load