Recenzje

2015-09-11
Slayer - "Repentless"
Po wszystkich perturbacjach, jakie działy się wokół i wewnątrz grupy w ostatnich latach, „Repentless” stanowi trafną odpowiedź na pytanie, czym jest dzisiaj Slayer.
Wykonawca: Slayer
Wytwórnia: Nuclear Blast
Rok wydania: 2015

Śmierć Jeffa Hannemana, odejście Dave’a Lombardo – Slayer przeszedł poważną reorganizację kadrową. Jednak werbując na stanowisko tego pierwszego Gary’ego Holta z Exodus i ponownie Paula Bostapha w miejsce niedopieszczonego Kubańczyka, strzelił sobie niemalże tuż nad kolanem. Wybrnięciem z tej sytuacji było nagranie naprawdę porządnej płyty. Jak wyszło? Otwierające całość niespełna dwuminutowe intro "Delusions Of Saviour" w połączeniu z następnym w kolejności utworem tytułowym, kojarzy się nieco z… „Bitted Place” z „Diabolus In Musica”. Numer jest jednak szybszy, a Tom Araya krzyczy w nim najlepiej od ponad dekady. „Take Control” natomiast brzmi, jakby muzycy Slayera zapatrzyli się w ostatnie dokonania Metalliki. Tempo numeru porównywalne jest z wątpliwym „Frantic” z równie dyskusyjnego „St. Anger”. Nieco gęściej jest w „Vices”, ale to kolejny utwór lokujący się w średnich rejonach slayerowej twórczości. Lepiej natomiast wypada „Cast The First Stone”. Powolne intro wprowadza do najbardziej groove’ującego numeru na całej płycie, ponownie „ozdobionego” bardzo dobrym wokalem Toma. Wpływy Metalliki, zwłaszcza z okresu „Death Magnetic” słychać także w „When The Stilness Comes”. Wolnemu, „brudnawemu” riffowi oraz na przemian spokojnym i krzyczanym partiom wokalnym Arayi brakuje niestety mocy. „Chasing Death” trochę poprawia sytuację, a przynajmniej słychać, że panowie próbują wykrzesać w nim coś więcej. Numer psuje jednak krótka i wymęczona solówka gitarowa. Zaś „Implode”, który zespół udostępnił już w kwietniu, to jak się okazuje jeden z najlepszych momentów całej płyty. Szybki riff, gęsta partia perkusji, ryk Toma – stary dobry Slayer można by rzec. Z kolei „Piano Wire, to jedyny numer, przy którym widnieje nazwisko zmarłego gitarzysty, a nie licząc intra - najkrótsza kompozycja na krążku. Odznacza się najlepszą solówką gitarową na krążku, a całość utrzymana jest w średnim slayerowym tempie. Trochę nie wiadomo po, co zespół ponownie sięgnął po „Atrocity Vendor”, które kolekcjonerzy znają z limitowanej edycji poprzedniego krążka Slayera – „World Painted Blood”. Dużo lepiej wypada natomiast „You Against You”, który zwodząc średnim początkiem, wściekle się rozpędza. Slayer na pełnej mocy? A i owszem. Szkoda, że tylko tyle. Całość wieńczy mocarny i powolny „Pride In Prejudice".

Ci, którzy spodziewali się, że Slayer wypuści petardę na poziomie „Reign In Blood”, czy „South Of Heaven”, mogą schować swoje oczekiwania tu i ówdzie. Nie ten czas, nie ta werwa i nie do końca te umiejętności kompozytorskie, co w klasycznym składzie. „Repentless” ma jednak tzw. momenty i głównie dla nich warto wracać do tego albumu.

Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load