Recenzje

2015-09-18
Chemia - "Let Me"
Formacja Chemia wydała czwarty album studyjny.
Wykonawca: Chemia
Wytwórnia: Agora
Rok wydania: 2015

Najtrudniej pisać recenzję płyty zespołu, którego twórczość zna się od lat. Pamiętam, gdy pierwszy raz poszłam na koncert zespołu Chemia. Byłam po prostu ciekawa, jak sobie radzi nowy wówczas wokalista Łukasz Drapała, który w grupie zastąpił Marcina Koczota. I tak sobie poradził, że z koncertu wyszłam z „O2” – dwupłytowym albumem składającym się z dwóch wersji językowych, polskiej i angielskiej. Mimo że dawno go nie słuchałam, prawdopodobnie do tej pory obudzona w środku nocy cytatem (szczególnie z polskojęzycznej płyty), byłabym w stanie dany cytat dokończyć. W ramach kontynuacji „Chemiologii”, podczas promocji kolejnego albumu, jakim było „The One Inside”, jeżdżąc na koncerty zwiedziłam ładny kawałek Polski. Była Łódź, Częstochowa, Toruń czy Poznań o 10 rano, gdzie zespół brał udział w konkursie organizowanym w ramach Targów Muzycznych. I wygrał – nie było innej możliwości! Teraz, po dwóch latach oczekiwania, mam przyjemność posłuchać kolejną płytę zespołu.

Dlaczego najtrudniej pisać o czymś, co się zna? W przypadku zetknięcia się jednorazowo z czyjąś twórczością, świeże spojrzenie umożliwia jasną ocenę. A w takich sytuacjach jak teraz, pojawia się obawa o zachowanie obiektywności. Jednak przesłuchawszy dziewiczo album bez wahania muszę przyznać, że niepotrzebnie! Subiektywnie czy obiektywnie opinia jest taka sama: jest dobrze. A nawet bardzo. 

Zacznę od suchych faktów: muzycy nagrywali album pod opieką Mike'a Frasera, producenta muzycznego takich gigantów jak Metallica, Aerosmith, AC/DC czy Led Zepellin. W „The Luck” słychać słynącego ze współpracy ze Slashem czy Alice Cooperem perkusistę Benta Fritza. Myślę, że chęć pracy wyrażona przez takie nazwiska sama w sobie jest już doskonałą recenzją.

Po włączeniu płyty wita nas najnowszy singiel „Fun Gun” - piosenka, która w krótkim czasie zdążyła wbić się na szczyty list przebojów rockowych rozgłośni. Mimo że cała płyta oscyluje wokół mocnego, a przy tym melodyjnego rocka będącego znakiem rozpoznawczym zespołu, nie można się przy niej nudzić. Jest balladowo stonowane (lecz wciąż zachowujące pazur) „Let Me”, jak i energetyczne „Don't Kill the Winner”, „She” czy zróżnicowane „Done” z nieznanymi wcześniej odcieniami wokalu Łukasza Drapały. Podobnie zaskakujące (tym razem muzycznie) jest „The Shadow”. „Grey” rozpoczyna się od perkusji i...chórku, a We Toxic” rozwija się z każdą kolejną częścią piosenki. Słuchając „I Love You So Much” nasuwa się jasny wniosek – za takie utwory zespół Chemia można kochać tylko i wyłącznie „so much”! Warto nadmienić, że w piosence pojawiają się klawisze i chociaż refren brzmieniowo kojarzy się ze znacznie ostrzejszą wersją chórkowych Beatles'ów, a „love” zmienia się w „hate”, jest to jeden z moich faworytów. Podobnie pozytywnie można określić „Gotta Love Me”, chyba najbardziej oczekiwany przeze mnie utwór. Na koncertach sprawdza się wyśmienicie i przy wersji płytowej nie ma uczucia zawodu. „Send Me the Ravens” jest ostatnią kompozycją i doskonale podsumowuje całą płytę. Marszowe perkusjonalia w połączeniu z łagodną gitarą w tle i seria aranżacyjnych rozwinięć, a przy tym bardzo dobry wokal - idealna wisienka na muzycznym torcie. 

Muzycy Chemii już podczas nagrań „Let me” zaczęli tworzyć materiał na następną płytę. Można wnioskować, że swoista lekkość twórcza wiąże się z produkcyjnym pisaniem kolejnych numerów, w którym według schematu może powstawać cała zgraja kompozycji i tekstów. Nie, nie w tym przypadku. Chemia to zespół, w którym muzyka to styl istnienia. Dzięki temu efekty pracy artystów zawsze są na najwyższym poziomie. I love you so much!

Autor: Natalia Zakolska


End of content

No more pages to load