Recenzje

2015-10-04
Kortez - "Bumerang"
Mądre teksty, przytłumiony wokal i zgrabna muzyka przenoszą słuchacza w świat późnych godzin nocnych w Buena Vista Social Club. Ale to nie Hawana, to Polska. I to nie Kubańczycy, a Polak. Kortez, bo o nim mowa, wydał debiutancki album „Bumerang”. Uwaga! Można się zasłuchać.
Wykonawca: Kortez
Wytwórnia: Jazzboy
Rok wydania: 2015

Trudno znaleźć źródło inspiracji artysty. Skojarzenia biegną przez Marka Dyjaka („Pocztówka z kosmosu”), Ryśka Riedla („Od dawna już wiem”) czy chłopaka z gitarą – Skubasa („Niby nic”). Jednak Kortez nikogo nie naśladuje, śpiewa tak, jak nakazuje mu wrażliwość. Wokalista balansuje na granicy głębokich morskich fal i twardego piasku, miesza gorycz i nadzieję z prostotą. Blues, jazz, akustyczna muzyka alternatywna, nieaktorska (bo nieudawana) piosenka aktorska. Kortez, chociaż chwilami prawie szepcze („Zostań”, „Uleciało”), dźwięcznym tembrem głosu nieustannie dociera do słuchacza. Może się wydawać, że najbardziej zużytym tematem w piosence jest miłość. Ale nie w twórczości Korteza, któremu daleko do banalności. W „Bumerangu” i „Dla mamy” ujmuje swoje uczucia odbiegając od schematów. Warto dodać, że ostatnia z tych piosenek powstała w studio nagraniowym w trzy godziny i jest jedyną, ostateczną wersją utworu.

Mam nadzieję, że album Korteza odniesie sukces. Zarówno artysta, jak i jego twórczość całkowicie na to zasługują. „Bumerang” zawiera jedynie niewielki odłam repertuaru – podczas dwutygodniowej sesji nagraniowej zarejestrowano aż 66 piosenek. Nawet edycja limitowana płyty zatytułowana „Szkice” (na której brak „Dla mamy”, ale za to z „Joe” i „Co myślisz?”) zawiera robocze wersje piosenek, które jakością nie odstają od oficjalnych aranżacji. Co więcej – są jakby bogatsze o spontaniczność i (być może) bliższe emocjom, których nie brakuje w „Bumerangu”, ale silniej towarzyszyły artyście w procesie twórczym, zanim przeszły przez proces bogacenia instrumentarium. Wszystkie wersje piosenek łączy to samo – szybko wciągają słuchacza w świat dźwięków, nie chce się od nich odrywać. A to chyba jeden z najlepszych komplementów dla muzyka…

Autor: Natalia Zakolska


End of content

No more pages to load