Recenzje

2015-10-22
Jean-Michel Jarre - "Electronica 1: The Time Machine "
Jean-Michel Jarre do swojej maszyny czasu postanowił zaprosić innych luminarzy sceny elektronicznej (i nie tylko). Efekt jest odświeżający i całkiem umiejętnie łączy znane już elementy muzyki Jarre’a z rozwiązaniami, które zasugerowali zaproszeni gości.
Wykonawca: Jean-Michel Jarre
Wytwórnia: Sony Music
Rok wydania: 2015

„Electronica 1: The Time Machine” to pierwsza odsłona projektu Jarre’a. Na wiosnę przyszłego roku planowana jest jego kontynuacja. Sam artysta przyznaje, że postanowił zaprosić do współpracy tych artystów, których ceni. Mamy więc w tym zestawie jego rodaków z M83 i Air. Są także m.in. Little Boots, Moby,  Vince Clarke, 3D z Massive Attack , czy zmarły niedawno Edgar  Froese z Tangerine Dream. Wreszcie pojawiają się goście zaskakujący, jak Pete Townsend z The Who, czy Laurie Anderson. Wyniki tych kolaboracji wydają się oczywiste, choć nie do końca. Są tu przykłady udanych zderzeń, jak chociażby z Moby’m, który świetnie wypadł w "Suns Have Gone" lub też z duetem Air, który ciekawie zaznaczył swoją obecność w onirycznym „Close Your Eyes”. Armin van Buuren w swoim stylu odnalazł się w trance’owym „Stardust”. Klasycznym podejściem ujmuje „Zero Gravity” z udziałem Tangerine Dream, zaś melorecytująca Laurie Anderson ciekawie uzupełnia chilloutowy i nienachalny „Rely On Me”.

Interesująco wypada także zdecydowanie za krótkie, bo niespełna trzyminutowe „A Question Of Blood” z Johnem Carpenterem, mające rzeczywiście filmowy klimat. Dziwnie natomiast brzmi "Travelator (Part 2)" z udziałem Pete’a Townsenda, który przypomina zwykły techno remix. Nie do końca w estetyce Jarre’a odnalazł się także 3D, który w czterominutowym „Watching You” chciał upchać jak najwięcej pomysłów, przez co utwór trochę się rozjeżdża. Całość wieńczy długi, przestrzenny „The Train & The River” z udziałem chińskiego pianisty Lang Lang’a, który idealnie wpasował swoimi klasycznymi partiami fortepianu w nastrój kompozycji.

Nie wiem, ile materiału artysta przygotował na kontynuację projektu „Time Machine”, ale pierwsza jego odsłona jest trochę za długa (prawie 70 minut). Nie zaszkodziłaby mu lepsza selekcja utworów.

A jednak trzeba przyznać, że 18 album w dorobku Jean-Michel Jarre’a jest ciekawą propozycją w jego dorobku. Słychać, że muzyk wciąż pozostaje otwarty na różne brzmienia, nie tylko związane z muzyką elektroniczną, a zaproszeni goście w większości sprostali wyzwaniom przed nimi postawionym. Pozostaje nam czekać drugą część tej „maszyny czasu”.

Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load