Recenzje

2015-11-02
Piotr Rogucki - "J.P. Śliwa"
Artysta określa swoją najnowszą płytę „dziełem artystycznym porównywalnym z instalacjami, rzeźbami lub kolażami współczesnych twórców”.
Wykonawca: Piotr Rogucki
Wytwórnia: Agora
Rok wydania: 2015

Album otwiera nastrojowy duet z Klaudią Wieczorek „Vision of Sound”. Trudno określić, jakiego rodzaju jest to wizja, ponieważ podczas utworu zbyt dużo się nie dzieje. Następujące zaraz potem „Dobrze” utwierdza w przekonaniu, że Piotr Rogucki, z którym mamy do czynienia na płycie, nie ma zbyt wiele wspólnego z Piotrem Roguckim, którego znamy od dwudziestu lat. „Mama 01” powoduje jeszcze większe zamieszanie w odbiorze. Chociaż na pierwszy plan wychodzi już gitara akustyczna, wokalowi towarzyszą dziwne (choć stłumione) dźwięki przypominające ciche wilcze wycie. Następujące zaraz potem „Emotions” wraca do mocnego gitarowego grania i zarysowanej perkusji. Jest rock! I niepokój, jakie niespodzianki czekają na słuchacza w dalszej części. W „Całuj się!” artysta eksperymentuje z alternatywnym bluesem, a pojawiające się w „Wannie” dźwięki w połączeniu z tytułem nasuwają skojarzenie remontu łazienki. Podobnie dzieje się w „Ludzkich wronach”, gdzie elektroniczne dźwięki przypominające wszystko i nic przenikają delikatnie z bardziej tradycyjnym instrumentarium. „Mama 02” jest kolejną eksperymentalną muzycznie siostrą „Mamy 01”. Tym razem poza doświadczeniami związanymi z aranżacją, słyszymy też całkowicie innego wokalistę. Dopiero w „Muszę mieć” artysta śpiewa o „przestrzeni poza tekstem”, a takowej jest faktycznie dużo. Szkoda, że jest to dopiero przedostatnia propozycja na płycie. Może gdyby znajdowała się wcześniej, odbiór albumu byłby jaśniejszy? Tymczasem album kończy kolejny duet, tym razem z Cosovel. „Płyń” bardzo przyjemnie płynie niespodziewanie się kończąc. 

I taka jest ta płyta – niespodziewanie się kończy. Piotr Rogucki przez kilkanaście lat przyzwyczaił wszystkich do rocka na wysokim poziomie. Po tylu latach ma prawo odczuwać zmęczenie dotychczas wykonywaną muzyką, może potrzebować świeżości. To jest jego święte prawo! Jednak słuchając „J.P. Śliwy” nie jest się do końca przekonanym, czy artysta sam dokładnie wiedział, czego chce. W dużej mierze eksperymentuje z dźwiękami wszelakiej maści, ale mało jest elementów przypominających opowieść z początkiem, rozwinięciem i zakończeniem. Nie można odmówić Piotrowi Roguckiemu ugruntowanej pozycji na rynku. Pozostaje tylko pytanie, czy powróci na wcześniejszą drogę twórczą, czy podąży w nowym kierunku…

Autor: Natalia Zakolska


End of content

No more pages to load