Recenzje

2015-11-12
Gazpacho - "Molok"
Po ubiegłorocznej płycie „Demon” Norwegowie z Gazpacho kontynuują swoją ascetyczno-folkową drogę artystyczną.
Wykonawca: Gazpacho
Wytwórnia: Kscope
Rok wydania: 2015

„Molok” częściowo nawiązuje do poprzednika. Kompozycji jest więcej i są krótsze, aczkolwiek wszystko mieści się w czasie „winylowym”. Już otwierający płytę „Park Bench” w dużej mierze osadza stylistycznie całość muzyki zawartej na krążku. Mamy więc ascetyczny fortepian, marszowe tło perkusyjne i oczywiście nieco nużący głos Jana Henrika Ohme. Kompozycja brzmi wręcz parateatralnie i sugestywnie wprowadza do historii o maszynie sprzed wieku (tytułowy Molok), mającej na celu... pożeranie liczb. „The Master’s Voice” przenosi nas z kolei do pracowni twórcy maszyny. Pomieszczenie spotęgowane jest przed chór, wybrzmiewający – jakżeby inaczej – w tle i dość oniryczny klimat utworu. W obliczu powyższego zaskakuje kolejny utwór „Bela”. Skoczny, folkowy, nawiązujący muzycznie do muzyki bałkańskiej. „Know Your Time” przenosi z kolei gdzieś ku przestrzeniom bezczasu, a jego „niebiańskość” daje poniekąd najbardziej nośny fragment na całej płycie. „Choir Of Ancestors” ujmuje delikatnością i damskim chórem w tle. Zaś „ABC” znów wznosi nas gdzieś wysoko. Prosta melodia fortepianu i dość nerwowy rytm, przynoszą w kolejne bajkowe wręcz rejony. Natomiast mroczny i tajemniczy „Algorithm” z nieco szamańskim rytmem i rozciągniętymi wokalizami, mieni się rozmaitymi barwami, kojarząc się chwilami z twórczością... Enyi. „Alarm”  natomiast powraca do stylistyki z „ABC”, a wieńczący całość – najdłuższy na krążku „Molok Rising” powoli sunie do przodu, wybrzmiewając dźwiękami instrumentów dawnych, osadzonych dość ponurym klimacie.

„Molok” to nie jest prosta płyta. Wymaga sporej atencji, bowiem kryje w sobie sporo interesujących dźwiękowych i emocjonalnych niespodzianek.

Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load