Recenzje

2016-01-08
David Bowie - "★"
Po „The Next Day” sprzed trzech lat, który chwilami brzmiał jak muzyczna ostatnia wola, jeden z największych kameleonów popkultury ostatnich pięciu dekad ponownie zrobił wszystkich w konia.
Wykonawca: David Bowie
Wytwórnia: Sony Music

„★” w warstwie muzycznej ma kilku bohaterów, którzy bardzo sprawnie odnaleźli się wokół Bowiego. Pierwszym jest Donny McCaslin – saksofonista, którego zasugerowała Davidowi prawdopodobnie Maria Schneider, z którą napisał utwór „Sue (Or In A Season Of Crime)”. To właśnie jego zakręcone, a czasem zwiewne improwizacje saksofonowe słychać na całej płycie (szkoda, że to nie sam Bowie na nim zagrał...). Drugim bohaterem jest perkusista Mark Guiliana, którego równe, zwinne, pro-jazzowe partie nadają „★” niezwykle niepokojącego klimatu. Osobą łączącą to w całość jest producent Tony Visconti – wieloletni towarzysz i świadek licznych przemian artystycznych Bowiego. Uzupełnieniem w tym gronie jest James Murphy, założyciel LCD Soundsystem, pierwotnie typowany na współproducenta płyty. Na „★” jest jednak trochę z doskoku, bo zagrał w dwóch utworach na perkusji, dbając także gdzieniegdzie o warstwę elektroniczną. I wreszcie on, autor – David Bowie po raz kolejny rzucający prowokacyjnie: Jestem gotowy. Słuchajcie i patrzcie.  

Tyle w skrócie o zapleczu, a muzyka? Zaczyna się znanym już z singla utworem tytułowym, który Bowie i Visconti złożyli w całość z dwóch innych, w skutek czego liczy on prawie 10 minut. Pierwsza część z zapętlonym rytmem i umartwionym wręcz głosem Davida, punktuje gęstą i równą partią perkusji, nieco leniwym saksofonem i nienachalną elektroniką. 4 i pół minuty później całość się uspokaja na rzecz delikatnej gitary, ambientowego tła i prostszego rytmu, przechodząc w coś, co przypomina twórczość... Moby’ego. Jednak przetworzone i pobrzmiewające w tle słowa „I’m a blackstar” przypominają, kto tu prowadzi. Kolejny "'Tis a Pity She Was a Whore" pulsuje prostszym rytmem, podczas gdy saksofon McCaslina jest znacznie bardziej rozimprowizowany, niż wcześniej. A jednak te 4 minuty z trzema kwadransami sekund troszkę męczą. Można odnieść wrażenie, że w każdej chwili nastąpi jakaś erupcja dźwięków (Radiohead zakończyliby to jakąś kakofonią...). Jednym z punktów kulminacyjnych jest natomiast „Lazarus” (proszę zobaczyć poniższe video – polecam). Wolno, miarowo sunący z delikatnie gryzącą gitarą, morowymi partiami smyków i uzupełniającym saksofonem. Polecam też wsłuchać się w tekst. Wszystko jak na dłoni, a niepokój wzrasta. Kolejny, wspomniany już wyżej „Sue (Or In A Season Of Crime)”, odznacza się drapieżnością, odważnie pędząc do przodu. Myślę, że tak brzmieliby King Crimson, gdyby chcieli grać funk. Głos Bowiego znakomicie wybija się ponad gęstą warstwę muzyczną, nie zaburzając całości. „Girl Loves Me” to kolejny wykręt. Ciężki perkusyjny bit i solidna elektronika są tu dziełem Jamesa Murphy’ego, który przetworzył po swojemu to, co zespół nagrał uprzednio w studiu. Sam utwór napisany został w londyńskim slangu Polari. Kompletnym zaskoczeniem na tym tle jest natomiast „Dollar Days”. Ta wyjątkowo delikatna jak na tę płytę kompozycja, z prostą solówką McCaslina, odstaje od reszty, płynnie przechodząc w wieńczący całość „I Can't Give Everything Away”. Kojarzy się on trochę z „Jump They Say” sprzed ponad dwóch dekad, choć nie ma takiej siły, jak tamten utwór. Ale też nie o to w nim chodzi. To poniekąd trafne podsumowanie całej płyty.

„★” to Bowie zaskakujący. Może już nie wywołujący konsternację, jak przed laty, ale na pewno zadziwiający kreatywnością i – jak się okazuje - wciąż niegasnącymi ambicjami artystycznymi. Miejmy nadzieję, że to nie ostatnie wyzwanie artystyczne (w toku realizacji jest musical). A na razie pozostaje życzyć jubilatowi wszystkiego najlepszego i cieszyć się jego nową muzyką.

Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load