Recenzje

2013-12-28
Black Flag - "What The..."
Beznadziejny powrót legendy kalifornijskiego hardcore punka po 27 latach.
Wykonawca: Black Flag
Wytwórnia: SST Records
Rok wydania: 2013

Nie potrafię zrozumieć, co strzeliło do głowy Gregowi Ginnowi, by reaktywować Black Flag i nagrać tak słabą płytę jak "What The...". Śmiało można stwierdzić, że Ginn, który był jednym z założycieli Black Flag, ostatecznie zniszczył tym krokiem legendę otaczającą tę zasłużoną formację. Można się tylko cieszyć, że w tym Kabarecie Starszych Punków nie wziął udziału Henry Rollins oraz reszta byłych muzyków kolegów Ginna.

Na "What The..." znalazły się 22 utwory, które są nie do strawienia. Ron Reyes jest miernym wokalistą i jego "śpiew" już po kilku minutach męczy słuchacza. Do tego na tej płycie jego głos jest wycofany "do tyłu" przez co długimi momentami kompletnie nie słychać, co śpiewa. Ginn udowadnia, że nie na darmo magazyn "Rolling Stone" umieścił go kiedyś w Top 100 zestawienia gitrzystów wszech czasów i momentami jego garażowo brudne partie są najjaśniejszym punktem na tym albumie. Ale tylko momentami...

Muzyka z "What The..." niby ma w sobie punkrockową energię, ale każda z kompozycji brzmi dokładnie tak samo i słuchając tej płyty nader skwapliwie korzystałem z przycisku "Play next". Kamieniem u szyi tego wydawnictwa jest też beznadziejne brzmienie. Ja rozumiem, że powinno być brudno, garażowo, ale w 2013 roku nawet taki wykonawca jak Black Flag powinien BRZMIEĆ. Tymczasem z głośników dobiega niestrawny bełkot.

Być może album ten brzmiałby lepiej, gdyby zamiast na ilość Black Flag poszło na jakość. Gdyby wybrać z tych 22 kompozycji 10-12 utworów, bardziej je urozmaicić, dopracować brzmienie, to być może dostalibyśmy całkiem przyzwoity produkt. Tymczasem dostaliśmy płytę, która jest hańbą dla takiej nazwy jak Black Flag i aż się chce uzupełnić tytuł płyty słówkiem na literę F...

Autor: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load