Wywiady

Wojciech Napora (Cochise)

2014-03-21

Gitarzysta Wojciech Napora udzielił nam wywiadu w związku z ukazaniem się nowego albumu Cochise zatytułowanego "118".

Rozmowa z: Wojciech Napora

-Album „118” jest trzecią płytą Cochise wydaną w ostatnich czterech latach. Mało tego, wydajecie te krążki regularnie – co dwa lata. Jak wam się to udaje?

- Cały czas komponujemy, cały czas mamy nowe pomysły na muzykę. Odkąd dołączył do nas perkusista Czarek Mielko nie mamy żadnych przerw w działalności. Dzięki takiej stabilizacji możemy pracować w takim tempie. Więc tworzymy muzykę, a gdy uznamy, że ilość kompozycji wystarczy na płytę, zaczynamy proces nagrywania. Nawet teraz, po wydaniu płyty „118”, mamy już kilka nowych utworów na kolejny album.

- „118” brzmi jakby było nagrywane na tak zwaną „setkę”…

- Tak, staraliśmy się jak najwięcej rzeczy nagrywać razem, jak najwięcej tego materiału rejestrować grając na żywo. Później oczywiście dogrywaliśmy drugie gitary, solówki, wokale i tak dalej. Zależało nam na zarejestrowaniu energii rodem z naszych koncertów i właśnie taka forma pracy najbardziej nam odpowiadała.

- Skąd tytuł płyty „118”?

- Pierwotnie płyta miała się nazywać „Stay Hungry”. Natomiast Paweł (Małaszyński – wokalista Cochise – przyp.GS) zaczął od pewnego momentu, podczas swojej pracy filmowej, trafiać do pokojów hotelowych numer 118. I stąd narodziła się taka koncepcja tytułu albumu. I tu od razu podkreślę, że ten tytuł jest symboliczny i nie ma drugiego dna. Jest jedynie punktem wyjścia do opowiedzenia historii, które mogłyby się w takim pokoju wydarzyć.

- Czy filmowa kariera Pawła nie przeszkadza wam czasem w działalności?

- W jakiś sposób przeszkadza, ale jak na nasze warunki całkiem nieźle udaje się nam znajdować czas na koncerty czy pracę w studiu nagraniowym. Paweł jest jedynym członkiem Cochise, który pracuje w weekendy, kiedy jest najlepiej organizować koncerty. Musimy więc trochę „naginać” terminy naszych występów, ale myślę, że i tak nasza działalność koncertowa jest całkiem prężna.

- Jest to pierwsza płyta Cochise wydana przez Metal Mind. Jak doszło do Waszej współpracy?

- Z Metal Mindem skontaktowaliśmy się, bo szukaliśmy wydawcy naszej płyty. Materiał był już nagrany, więc przedstawiliśmy go wytwórni, a oni stwierdzili, że chcą się w to zaangażować. I rzeczywiście: bardzo prężnie działają przy promocji tego wydawnictwa.

- Czy widzisz w Waszej muzyce coś, co mogłoby pomóc Wam w odniesieniu sukcesu na przykład za Oceanem?

- Wydaje mi się, że ciężko byłoby sprzedać w Ameryce polską muzykę śpiewaną po polsku. Więc myślę, że naszym atutem mogłoby być to, że nasze kompozycje są po angielsku. Także rodzaj muzyki jaką wykonujemy mógłby trafić do zagranicznych odbiorców. Nie gramy folku kojarzącego się z Polską.

- Potrafisz wyobrazić sobie Cochise na rynku za Oceanem? Patrząc na przykład grupy Chemia, która została zauważona w Kanadzie nie jest to takie niemożliwe…

- Przykład Chemii jest na pewno światełkiem w tunelu. Oni pokazali, że warto się starać, bo rzeczywiście można coś tam osiągnąć. Ale my jesteśmy zespołem, w którym są muzycy mający pracę tutaj w Polsce i byłoby nam bardzo trudno wszystko rzucić i zmierzyć się tamtejszym rynkiem muzycznym. A bez grania tam koncertów osiągnięcie jakichkolwiek sukcesów jest praktycznie niemożliwe.

- Czemu przez pierwszych 6 lat działalności Cochise nie wydaliście żadnej płyty?

- Gdy zaczęliśmy grać Paweł Małaszyński był na studiach aktorskich. Nagraliśmy wtedy jedynie płytkę demo. Potem nasze drogi się rozeszły. Musieliśmy zająć się pracą i prozą życia codziennego. Wówczas działalność zespołu była praktycznie zawieszona, choć gdzieś tam się spotykaliśmy. Gdy do Cochise dołączył perkusista Czarek Mielko, a było to w 2009 roku, nasza kariera przyspieszyła i zaczęliśmy pracę nad pierwszym albumem.

- Jesteście bardzo dobrym zespołem koncertowym. Może warto byście pomyśleli o wydawnictwie koncertowym?

- Raczej nie planujemy tego. Moje osobiste zdanie jest takie, że takie wydawnictwa mają niewiele wspólnego z prawdziwym koncertem. Gdy oglądam koncertowe DVD czy słucham płyt nagranych podczas występów na żywo, to słyszę i widzę dużą ingerencję producentów. To jest moje osobiste zdanie, więc jeśli zespół zechce nagrać takie wydawnictwo, to gdzieś, kiedyś coś takiego powstanie.

- Dziękuję za rozmowę.


Rozmawiał: Grzegorz Szklarek